wtorek, 18 kwietnia 2017

Trwa dramat gejów w Czeczenii!

   


      Już na początku miesiąca pojawiły się doniesienia, że czeczeńskie władze urządzają polowania na osoby homo i biseksualne!
Doniesienia mówią o ponad setce osób, która trafiła do obozu, przez tamtejsze media zgodnie nazywanego obozem koncentracyjnym, gdzie więźniowie przetrzymywani są w bardzo ciężkich warunkach, a także poddawani torturom!
Pojawiły się również informacje o conajmniej 3 ofiarach śmiertelnych!

  Nawet pomijając to "polowanie" sytuacje osób homoseksualnych w Czeczenii jest bardzo trudna, bo społeczeństwo jest tam bardzo homofobiczne, a władze na apele licznych organizacji międzynarodowych odpowiadają bezczelnie, że "przecież nie można aresztować czy represjonować osób, które w Czeczenii nie istnieją"...
To sprawia, że bezpośrednio niewiele można zrobić, ale to nie znaczy, że nie można zrobić nic!!!

Wystarczy kilka kliknięć by zwrócić uwagę jak największej liczby ludzi na problem, o którym media głównego nurtu mówią bardzo niewiele...

1. Udostępniajcie artykuły i inne informacje na temat sytuacji czeczeńskich gejów, oto kilka z nich:










2. Możecie przekazać darowiznę na ewakuację gejów z Czeczenii -> klik

3. Podpiszcie petycję Amnesty International nawołującą władze Rosji i Czeczenii do zapewnienia bezpieczeństwa osobom LGBT+ -> klik

4. Podpiszcie petycję do Prokuratora Generalnego Rosji o wszczęcie śledztwa w tej sprawie -> klik

5. Podpiszcie petycję do Grindra i Horneta aby zaczął ostrzegać swoich użytkowników przed fałszywymi profilami wykorzystywanymi przez skrajnych homofobów i członków służb specjalnych do przeprowadzania ataków na gejów, ich szantażowania i zastraszania-> klik

6. Wyślijcie apel do Ambasadora Rosji w Polsce i do polskich władz -> klik

7. Obserwujcie działania organizacji LGBT działających w waszym mieści lub okolicy i w razie kolejnych protestów dołączcie do nich lub wesprzyjcie inaczej na miarę swoich możliwości!

Pokażmy osobom LGBT+ w Czeczenii i w całej Rosji, że nie są same!!!

THIS IS NOT A WHITE FLAG !! !!

wtorek, 28 marca 2017

"Czekam na was, ale się nie spieszcie…" – rok bez Jana…

    Dawno mnie nie było, ale czas najwyższy wrócić i chyba dziś to chyba całkiem dobry dzień na powrót…

    Dokładnie rok temu odszedł od nas Ks. Jan Kaczkowski, nas Brat Jan Kaczkowski, dla wielu (w tym i dla mnie, choć wcale nie zasługuję by tak o Nim mówić) po prostu Jan…

    Tylu ludzi dziś Go wspomina, opowiadają jak Go poznali, ile dla nich zrobił, jak wiele Mu zawdzięczają…
Ja też wiele mogę o tym napisać…


    Poznałam Jana… przez telewizję. 
Oglądałam jakiś reportaż o Nim, chyba na TVN… Był wtedy na sterydach i wyglądał strasznie, ale mimo tego i mimo faktu iż był śmiertelnie chory wydał się człowiekiem niesamowicie pogodnym, obdarzonym szczególnym poczuciem humoru i dystansem do siebie i tego, co Go spotkało, po prostu… nie dało się Go nie polubić…
A potem wyszperałam w internecie Jego videobloga i jakieś kazania i konferencje – najlepsze jakie w życiu słyszałam, a trochę ich było!
Wreszcie przeczytałam książkę „Szału nie ma, jest rak”… książkę, która wbiła mnie w ziemię i po lekturze której długo nie mogłam się pozbierać. 
Nie jest to łatwa książka, mówi o rzeczach trudnych, ale w taki sposób, że wszystko wydaje się jasne i oczywiste.
Ta książeczka dała mi więcej niż wszystkie rekolekcje i większość rozmów z „kościółkowymi”, właśnie dlatego, że jest taka autentyczna i prosta. 
Bo Wiara, Nadzieja i Miłość właśnie takie są – proste i należy o nich mówić w sposób prosty, a nie ubierać w strzeliste pustosłowie z którego nic nie wynika…
I wreszcie Warszawa, promocja książki „Życie na pełnej petardzie”…
Do końca życia nie zapomnę Jego pogodnych oczu, Jego ciepłego uśmiechu i tych żartów, którymi sypał jak z rękawa…
Móc poznać Go osobiście, mieć okazję uścisnąć Mu dłoń i zamienić choćby jedno zdanie to był największy zaszczyt i najwspanialsza łaska jaką Jasność mogła mi w swej dobroci ofiarować.

Dodawał mi sił. Za każdym razem gdy było ciężko wracałam do „Szału nie ma…” i od razu robiło się jakoś tak lżej…
Kiedy równocześnie z nawrotem starej kontuzji choroba znów mocniej dała o sobie znać, stanęłam w miejscu, z którego w sumie trudno jest zawrócić… 
Było źle, naprawdę… Nawet mój ulubiony pan doktor, który zazwyczaj kalkuluje na zimno, ale przy okazji nie traci optymizmu minę miał raczej niewyraźną… 
Nie mogłam sobie pozwolić na odpoczynek, a mój organizm bardzo tego potrzebował. Gdyby nie leki przeciwbólowe, lód i stabilizatory nie byłabym w stanie chodzić… Popołudniami, gdy wracałam do domu, kładłam się i nie raz wyłam w poduszkę z bólu, ale wtedy właśnie brałam sobie jedną z książek Jana, albo włączałam sobie jakąś Jego konferencję i robiło się trochę lepiej… 
Teraz już jest dobrze (no, względnie), ale do Janowych książek uwielbiam wracać, zawsze się wtedy uśmiecham, a czasem trochę płaczę, ale tak trzeba… 

Janie…
Dziękuję…
<3 <3 <3 


Strasznie tęsknię, ale nie będę się spieszyć… 

piątek, 19 sierpnia 2016

Międzynarodowy Dzień Pomocy Humanitarnej.

       Pracują na całym świecie.
Nawet w tych zakątkach globu, o których ludzie na co dzień nie myślą i nie pamiętają.
Niosą pomoc ofiarom katastrof naturalnych. 
Spieszą z pomocą ludności cywilnej dotkniętej tragedią konfliktów zbrojnych. 
Docierają z pomocą do najuboższych na całym świecie dostarczają im żywność, leki, budują studnie i  infrastrukturę sanitarną, by choć trochę poprawić jakość życia tych ludzi. 
ROBIĄ CAŁE MNÓSTWO WSPANIAŁYCH, POTRZEBNYCH RZECZY!!!
Kto?
PRACOWNICY HUMANITARNI!

    Dziś obchodziliśmy Międzynarodowy Dzień Pomocy Humanitarnej, dużo mówiło się o pomaganiu, to dobrze, ale ważne, żeby pamiętać o tym przez cały rok, nie tylko w tym jednym dniu. 
Wczoraj emocje sięgnęły wysokiego "C", kiedy media na całym świecie obiegły te zdjęcia:




     Dzieciaczki zostały ranne podczas bombardowania syryjskiego miasta Aleppo. 
Poruszający obraz, który wywołał bardzo silne emocje... 
Dobrze, że wywołał, ale emocje opadną i co dalej?

Te zdjęcia to zaledwie mikroskopijny ułamek wojennej rzeczywistości - nie tylko w Syrii.
Kiedy emocje opadną dobrze żebyśmy wszyscy pamiętali, że takie dramaty rozgrywają się codziennie w wielu rejonach świata targanych konfliktami zbrojnymi. Dobrze byłoby gdyby nasza solidarność z ofiarami nie kończyła się na emocjonalnych westchnieniach, świeczkach palonych w oknach, łzach przed ekranem telewizora czy monitorem komputera. 

        Tym ludziom można realnie pomóc i oni na tę pomoc czekają!
Pracownicy organizacji humanitarnych, między innymi Polskiej Akcji Humanitarnej ryzykują nieraz własne zdrowie i życie by dotrzeć do najbardziej potrzebujących tam na miejscu – w ogniu wojny, w centrum kataklizmu.
Docierają nie tylko z doraźną pomocą humanitarną, pomocą potrzebną tu i teraz, żeby przeżyć kolejny dzień, tydzień, miesiąc, ale niosą również pomoc, która pozwoli tym ludziom uniezależnić się od pomocy humanitarnej. Finansują budowę studni, budowę infrastruktury sanitarnej, szpitali.
Dzięki ich ofiarnej pracy ludzie odzyskują godność i nadzieję na lepsze jutro!

       Każdy z nas może pomóc!
Nie trzeba od razu zostać wolontariuszem na drugim końcu świata. Można pomóc nie ruszając się z domu!

Prawie każdy korzysta dziś z mediów społecznościowych - wystarczy odszukać profile organizacji humanitarnych i pomagać w propagowaniu ich działań informując swoich znajomych o prowadzonych akcjach.

Każdy z nas czasem wydaje pieniądze na pierdoły - słodycze, papierosy, alkohol, dyskoteki. Nie ma w tym nic złego, ale gdyby tak zrezygnować z paru zgrzewek piwa w miesiącu, 2-3 paczek papierosów, jednego wyjścia na imprezę, czy kupienia kolejnego gadżetu który za chwilę się znudzi i wyląduje w szufladzie, a zaoszczędzone w ten sposób pieniądze przekazać na wsparcie organizacji zajmujących się pomocą humanitarną, by umożliwić im dalsze niesienie pomocy?

Żeby nie być gołosłową – przystąpiłam dziś do Klubu PAH SOS!
Nie, nie śpię na pieniądzach, ale 50 złotych na miesiąc to nie jest jakaś kosmiczna suma, a jeśli dzięki tej małej kropli będzie można pomóc choć jednej osobie - JESTEM NA TAK!!!

Chcecie się przyłączyć?
Zajrzyjcie na stronę Polskiej Akcji Humanitarnej po więcej szczegółów!

A jeśli nadal macie wątpliwości czy warto...
Posłuchajcie założycielki Polskiej Akcji Humanitarnej, Pani Janiny Ochojskiej.









PAMIĘTAJCIE!
Wszyscy jesteśmy współodpowiedzialni za to jaki jest i jaki będzie świat!




czwartek, 18 sierpnia 2016

Eksperyment czyli homofobia nasza codzienna.

      Rano przeczytałam w internecie historię Damiana i Mateusza.





Chociaż chłopcy się nie znają,  kilka dni temu ustawili sobie status związku na Facebooku - chcieli sprawdzić reakcje ludzi.
Sprawdzili... 
Wylało się na nich prawdziwe morze homofobicznego hejtu.


To jedynie mikroskopijny wycinek z ponad tysiąca komentarzy. 
Ich ilość i treść naprawdę przeraża, i choć w porównaniu z tym, jak było w Polsce jeszcze kilkanaście lat temu sytuacja osób LGBT trochę się poprawiła. Bliżej nam już do krajów Europy Zachodniej niż do Rosji czy Ukrainy, ale przed nami jeszcze bardzo długa droga.
Jest światełko na końcu tego tunelu, ale na razie wątłe i słabe.

Zawsze przykład idzie z góry i tak długo jak politycy, dziennikarze, księża i inne osoby publiczne uważane w tym kraju za autorytety będą posługiwać się mową nienawiści, tak długo masy będą bezmyślnie powielać ich zachowania.

– Poseł na sali sejmowej widząc subtelne zdjęcia dwóch kobiet, czy dwóch mężczyzn trzymających się za ręce lub tulących się do siebie grzmi, że to obrzydliwe? – W takim razie prosty Kowalski też będzie krzyczał, że to obrzydliwe!

– Minister w rządzie, nie znajdując merytorycznych argumentów w dyskusji z lepiej wykształconym od siebie rozmówcą sięga po argument, że oto rozmówca broni praw homoseksualistów bo sam jest homoseksualistą? – Kowalski zrobi to samo! (znam to z własnego doświadczenia).

– polityk, dziennikarz, jakaś inna osoba publiczna mówi/pisze "pedały", "homosie", "szmaty", "degeneraci", "zboczeńcy" itd. itp.? – w takim razie Kowalski też powie/napisze, bo widocznie można!

– ksiądz na kazaniu grzmi, że homoseksualiści będą się smażyć w piekle bo tak mówi Biblia? – Kowalski urządzi im piekło na ziemi, a ponieważ w Biblii napisano, że tacy "bezecnicy" i "zboczeńcy" będą ukarani śmiercią więc idą w ruch pięści, pały, kamienie...

     Wiadomo, nie wszyscy są tacy i dzięki za to Jasności, bo w przeciwnym razie życie stałoby się nie do zniesienia.
Nie ma się jednak co oszukiwać – najbardziej nośne są te najbardziej bojowe hasła, pełne złości, nienawiści, potępienia i wystarczy ledwie kilku oszołomów krzyczących "je*ać pedałów", a podchwyci to cała masa ludzi...

Bardzo spodobało mi się to, co powiedział Damian:

Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że choć nie wiem jeszcze jak się to zakończy, to nie żałuję. 
Świata nie zmienię, lecz gdyby każdy wrzucił taką cegiełkę od siebie i zaczął uczyć Polaków tolerancji (nie tylko na płaszczyźnie orientacji, religii czy też pochodzenia etnicznego) odpowiedniego zachowania w internecie i tego, że życie nie jest w dwóch kolorach, to otaczająca nas rzeczywistość wyglądałaby inaczej - lepiej"

      Ma chłopak rację!
Im więcej osób zacznie reagować na mowę nienawiści zarówno w internecie jak i w przestrzeni publicznej tym ta nasza rzeczywistość będzie wyglądać lepiej.

Podziwiam tych chłopaków za odwagę! Ale to nie tak powinno być... nie powinno być tak, że człowiek musi się wykazać heroiczną odwagą, by mówić o swoich uczuciach... a niestety wciąż tak jest..

Czas to zmienić!
Czas pokazać, że nie ma zgody na mowę nienawiści, bo nie może być na nią zgody!
Czas pokazać że hejt nie przejdzie!

Im szybciej, tym lepiej... dla wszystkich...

Karla zaprasza na film! Czeska telewizja o Ks. Janie.

      Zobaczyłam ten film dopiero wczoraj, choć w sieci opublikowany został dwa miesiące temu, zrealizowała go czeska telewizja iVysílání. 
 Ks. Jan opowiada w nim o swojej pracy w hospicjum, drodze do bycia księdzem i życiu ze śmiertelną chorobą.
Wzruszajacy film o pięknym Człowieku. Dużo w nim refleksji o rzeczach ważnych, o życiu, wierze, miłości i śmierci, ale nie brak też genialnego, nierzadko autoironicznego poczucia humoru, z którego słynął Ks. Jan :)




Wzruszył mnie... naprawdę doprowadził mnie do łez, szczególnie że nadal nie umiem ogarnąć tego, że Księdza Jana nie ma już wśród nas... Mówienie o Nim w czasie przeszłym naprawdę boli...

Do zobaczenia po tamtej stronie snu, Kochany Dobry Człowieku... 

piątek, 12 sierpnia 2016

"Z Tango jest nas troje"

    Chciałoby się powiedzieć – nareszcie!
Przeszło tydzień temu trzynastoletnia córka moich znajomych wysłała mi mailem znaleziony w sieci skan książki z taką oto wiadomością:
Ciociu, ja wiem że to książeczka dla dzieci, ale przeczytaj, jest śliczna.
Plik jest w załączniku.
Porozmawiamy o niej, prawda?
Dobra ciocia nie pyta co to i po co, tylko ściąga plik i czyta...
Ostatni raz płakałam przy "dziecięcej" książeczce czytając "O psie który jeździł koleją"...
A oto sprawczyni całego zamieszania:

    Wydana w roku 2009 nakładem Wydawnictwa AdPublik książeczka autorstwa Justina Richardsona i Petera Parnela "Z TANGO JEST NAS TROJE" opowiada prawdziwą historię mieszkających w nowojorskim zoo Roy'a i Silo – dwóch samców pingwinów maskowych oraz ich córeczki – Tango. 

O tak! Już słyszę ten pomruk oburzenia! 
Zresztą książeczka wzbudziła swego czasu wiele kontrowersji najpierw w Stanach Zjednoczonych, później również w Polsce. Prawicowe media na czele z portalem Fronda piały, że to promowanie homoseksualizmu wśród dzieci, że te wstrętne pedały (przepraszam moich homoseksualnych przyjaciół) chcą demoralizować biedne polskie dzieci i robić im inne brzydkie rzeczy, itd. itp.

Głodnemu chleb na myśli chciałoby się rzec, bo w rzeczywistości jest to pełna ciepła opowiastka o przyjaźni, miłości, trosce o drugą osobę, potrzebie bycia dla kogoś. W sposób prosty i przejrzysty opowiada "historię z życia wziętą" (trzeba pamiętać, że Roy, Silo i Tango naprawdę żyły w nowojorskim zoo i naprawdę tworzyły pingwinią rodzinę). Nie ma tu żadnej nachalnej propagandy, prania mózgu czy innej deprawacji. Jest za to próba opowiedzenia o zjawiskach i postawach odmiennych od tego uogólnionego, "poprawnego" obrazu świata bez posługiwania się niejednoznacznymi kategoriami moralnymi, religijnymi czy światopoglądowymi, które dla dziecka są totalnie niezrozumiałe. Książeczka w delikatny i bardzo wyważony sposób opowiada o odmienności (cholera, nie lubię tego słowa) pary pingwinów-chłopców, a jednocześnie podkreśla bardzo uniwersalny wymiar łączącego ich uczucia.

     Jak mówiłam – czytałam tę książkę ze łzami w oczach i to wcale nie dlatego że jest smutna, wręcz przeciwnie, wiele w niej radości i szczęścia, a na dodatek w sposób tak prosty ukazuje sprawy, które my, dorośli tak strasznie komplikujemy, a które są przecież częścią naszego świata, naszej codzienności, czy nam się to podoba, czy nie. 
Pewnie można by się doczepić do jej walorów literackich, ale ja nie zamierzam się czepiać – walory edukacyjne są w tym wypadku dużo ważniejsze.
No i jeszcze śliczne ilustracje Henry'ego Cole'a, dzięki którym książeczka staje się jeszcze bardziej atrakcyjna dla maluchów, a które przy okazji znakomicie uzupełniają pewne braki literackiego opisu :)











poniedziałek, 8 sierpnia 2016

JEST POMOC DO OGARNIĘCIA !!!

       Słuchajcie kochani, jest tak:


"Lekarze Nadziei", to warszawska Przychodnia dla Bezdomnych. 
Jest to miejsce, gdzie bezdomni (zwykle nieubezpieczeni) mogą otrzymać nieodpłatną opiekę medyczną. Pracują tam lekarze-wolontariusze, którzy bezinteresownie poświęcają swój czas i umiejętności, żeby pomóc najuboższym, tym najbardziej potrzebującym pomocy. 
Przychodnia mieści się w... baraku otrzymanym od budowniczych metra. I to pierwszej linii metra, więc liczy sobie już ok. 30 lat. 
Obecnie wymaga remontu, a nawet na bieżące wydatki (czyli głównie opatrunki i leki) nie zawsze są pieniądze, bo Przychodnia tylko częściowo jest finansowana przez miasto        i województwo. Pozostałe środki otrzymuje od darczyńców.

     Pomóżmy Dobrym Ludziom by mogli dalej nieść pomoc!

Wystarczy wejść na stronę zbiórki i przekazać chociaż symboliczną złotówkę! 

    Potrzeba tak niewiele żeby zrobić tak dużo dla innych!

piątek, 5 sierpnia 2016

"...bo ta reszta jest właśnie muzyką" cz. VIII

         Znów nocne pisanie o muzyce...
Tym razem nie będzie nic o Wikingach, choć cały dzień towarzyszyły mi właśnie takie klimaty, ale rozmowa z Marysią o "Z Tango jest nas troje" (tak, o tej książeczce też będzie, ale nie dziś), o tolerancji, zrozumieniu dla odrębności, o własnej tożsamości... no cóż, trochę zmieniła mi playlistę...
Nie bez powodu!
Po rozmowie z tak inteligentnym dzieciakiem jak Maria, żeby sobie wszystko poukładać w głowie potrzeba odpowiedniej muzyki.
Oto i ona...

1.


     
       Mało takich mamy, zwłaszcza dzisiaj? Prowokatorów, którzy robią ludziom wodę z mózgu? 
Którzy podsycają strach przed tym co inne, nieznane, a strach ten prowadzi później do eskalacji przemocy i nienawiści względem przedstawicieli innej rasy, narodowości, religii, orientacji seksualnej... 
Ilu mamy prowokatorów, którzy wykorzystują niewiedzę tłumu (bo tłum wie niewiele, przez 26 lat wolności uganiano się za dobrobytem, a zapomniano o edukacji), takimi ludźmi łatwo jest manipulować, takim ludziom łatwo jest sprzedać kłamstwo owinięte w papierek pozornej prawdy (kłamstwo żeby było wiarygodne musi zawierać w sobie element prawdy).
Strach bierze się z niewiedzy, to rzecz powszechnie znana.
A tam gdzie pojawia się strach budzą się demony - przemoc i nienawiść - ślepa i całkowicie bezsensowna...

Piosenka powstała chyba w roku 1980 (przyznaję się, nie wiem), w każdym razie wykonywana była m. in. podczas Festiwalu Piosenki Prawdziwej w Gdańsku, w sierpniu 1980 r. (z tego właśnie festiwalu pochodzi powyższe nagranie)...
To przerażające, jak bardzo jest ona aktualna, choć niby tyle się zmieniło...

2. 

Genialny Piotr Dąbrówka śpiewa piosenkę ze słowami i muzyką Marka Tercza...



          "Nauczyli, że..." 
A jak bardzo życie weryfikuje tę naukę? 
Jak bardzo odziera ją z patosu i obłudy?
Bardzo...

3.


 
      Do piosenki Konrada Materny mam niebywały sentyment. Towarzyszy mi zawsze, kiedy staję przed jakimś trudnym wyborem, kiedy muszę się zmierzyć z sytuacją dla mnie trudną, z niechęcią, zawiścią, dyskryminacją ze strony innych, albo kiedy choroba daje mi porządnie w dupsko...
Pomaga. Zawsze pomaga.
Sentyment mam do niej jeszcze z jednego powodu - kiedy mój Przyjaciel przeżywał ciężkie chwile (a trochę tego było) zawsze starałam się, żeby dotarł do niego cytat z tej piosenki:
Nie lękaj się, mój Przyjacielu, nie lękaj,
wszystko, co możesz, z siebie daj.
Przed nikim, mój Przyjacielu, nie klękaj,
przed nikim nie klękaj,
trwaj.
Te słowa zawsze dodają mi siły... 
A potrzebuję jej coraz więcej...  

4. 


       
W nawiązaniu do rozmowy z Dzieckiem o tożsamości - mojej i jej własnej...
... choć zapomniał dawno świat
Na czym polega słowo brat
To ja pamiętam
I jeśli nawet licho śpi
To zawsze mu otworzę drzwi
Nie tylko w święta
Bo choć zwariował dawno świat
I coraz częściej bratu brat
Szykuje kulę
To w moim oknie płomień drży
I ściganego u swych drzwi
Zawsze przytulę...

środa, 3 sierpnia 2016

"...bo ta reszta jest właśnie muzyką" cz. VII

         Był świetny wywiad, mega pozytywny, a teraz żeby dobrze się spało odrobina muzyki.

1.

Może to dziwne, ale ten utwór działa na mnie niesamowicie kojąco. Zawsze gdy mam ciężki dzień, gdy mnie boli albo gdy coś lub ktoś mnie wkurzy, wtedy sięgam po ten utwór w każdej wolnej chwili i zawsze przynosi mi ukojenie. 
Nie wiem z czego to wynika, może jakoś stabilizuje mi fale mózgowe? Nie mam pojęcia. Medytować przy nim nie umiem, ale zasypiać jak najbardziej...





2.

Herr Manneling to kolejna z tych piosenek, która zabiera mnie w podróż ilekroć jej słucham. 
Cudownie mi się przy niej zasypia, dobrze również medytuje.
Ta średniowieczna szwedzka ballada ludowa opowiada historię górskiej trolicy - huldry, która pragnęła zostać człowiekiem. Wierzy ona, że osiągnie cel kiedy poślubi Pana Mannelinga. 
Aby mu się przypodobać ofiarowuje mu wiele wspaniałych darów, Manneling odrzucił jednak jej propozycję...



3.

Yggdrasill, czyli nordyckie axis mundi, Drzewo Światów, na którym znajdowały się różne światy, w tym Asgard, Midgard, Utgard i Nilfheim.



4.

Na koniec coś, co uważam za prawdziwe mistrzostwo świata!




"Heart of Courage" nie jest jedynym utworem Two Steps from Hell który się tu w najbliższej przyszłości pojawi, bo przesłuchałam ich całe mnóstwo i wszystkie są niesamowite!

Robert Biedroń u Michała Jakóbiaka.

          No to będzie coś odlotowego :)
Trzy dni temu na YT ukazał się kolejny odcinek "20m2 Łukasza", tym razem w kawalerce zagościł Robert Biedroń! :)

Przyznam szczerze, że kiedy przeczytałam na facebooku Pana Roberta, że będzie on gościem programu, podjarałam się jak wiedźma na stosie! :)
Bardzo cenię sobie Roberta Biedronia jako człowieka, podziwiam Jego zaangażowanie w pracę na rzecz środowiska LGBT, czy walkę o prawa zwierząt, a jako prezydent Słupska zrobił i nadal robi mnóstwo świetnych rzeczy dla swojego miasta!
Aż miło popatrzeć, posłuchać i poczytać.

Z Łukaszem rozmawia o prezydenturze, życiu, miłości, tolerancji, wolności po "wyjściu z szafy", a wszystko w przyjaznej atmosferze wzajemnego szacunku i oczywiście z uśmiechem :)
Enjoy!!



Słuchanie mądrych ludzi to zawsze miód na serducho :)

Tak, uważam Pana Roberta za mądrego i rozsądnego człowieka i wcale się tego nie wstydzę, podobnie jak nie zamierzam się wstydzić mojego szacunku dla Niego.
Jest w moim odczuciu jedną z naprawdę nielicznych osób sprawujących władzę, która nie straciła kontaktu z rzeczywistością, jak to ma miejsce chociażby u większości posłów, którzy jeżdżąc swoimi limuzynami całkiem zatracili umiejętność jasnego oglądu sytuacji, żyją w jakimś własnym, wyimaginowanym świecie i próbują wszystkim wmówić, że ten świat który oni widzą jest tym samym w którym my musimy żyć.

Oby tak dalej Panie Robercie!
Powodzenia!
Wszystkiego dobrego!

***

Zobaczcie jak świetnie panowie bawili się podczas kręcenia tego wywiadu :D  
(od 7:16)

wtorek, 2 sierpnia 2016

co by tu...

          Kurde, człowieka kilka dni nie ma, wraca, pocztę sprawdza,  a tu "zasmucona koleżanka" pisze ci, jak to ci się w główce pojebało, jak to wstyd, no i w ogóle brzydko i fuj.
Koleżankę zostawię sobie na później, bo to żmudne będzie, a ponieważ zdrowie mnie nie rozpieszcza ostatnio, więc muszę sobie ostrożnie dawkować tego typu "przyjemności", zresztą tyle się dzieje w świecie, że w sumie nawet szkoda czasu,  ale co tam -         w końcu się smuci, więc należy się jej pocieszenie.

            Mogłoby być o muzyce - jej nigdy za dużo ;)
         Mogłoby być o książeczce "Z Tango jest nas troje", ale nie będzie, bo najpierw muszę o niej pogadać z Dzieciakami. Swoją drogą - książeczka cudowna, Marysia mi ją wczoraj wysłała za co jestem Jej niewymownie wdzięczna :)
     Mogłoby być o kolejnym bombardowaniu szpitala położniczego (!!!) w Syrii, o dwóch zwyrodnialcach (Polakach, nie Arabach - gdyby ktoś miał jednak wątpliwości), którzy porwali, torturowali i wielokrotnie gwałcili 17-letnią (?) dziewczynę... itd. itp.
         Mogłoby być o zakończonych dopiero co ŚDM i trochę pewnie będzie, ale w kontekście czegoś innego, bo sama impreza jako taka nie wzbudzała we mnie żadnych emocji, jednak z ust papieża Franciszka padły słowa niezmiernie ważne, więc warto o nich pamiętać.
          Mogłoby być o politycznych wyczynach naszych miłościwie panujących, ale polityka w Polsce  przedstawia naprawdę żałosny poziom to może faktycznie szkoda czasu...

Zatem co by tu tak...

wtorek, 26 lipca 2016

Zło nie ma narodowości, ale zawsze ma twarz człowieka...

         Ostatnie dni niosą ze sobą całą masę tragicznych informacji...
Niecałe 2 tygodnie temu doszło do zamachu w Nicei, kilka dni po nim młody człowiek zaatakował w Niemczech pasażerów pociągu, 4 dni temu kolejny młody człowiek zaczął strzelać do niewinnych ludzi w centrum handlowym w Monachium, dwa dni później, również w Niemczech mężczyzna zabił maczetą ciężarną kobietę, dziś w Normandii dwóch mężczyzn uzbrojonych w noże wzięło zakładników w kościele                        i poderżnęło gardło księdzu...

      Makabryczna wyliczanka, ale to jeszcze nie wszystko, tutaj chcę się jednak na chwilę zatrzymać...
    Co łączy te wydarzenia? Ano to, że wszyscy sprawcy mieli arabskie pochodzenie lub byli powiązani z tym tak zwanym "państwem islamskim".
Zdaje się, że właśnie to ma największe znaczenie dla wszystkim komentujących te wydarzenia, szczególnie tych o prawicowych i nacjonalistycznych poglądach.
"To paskudne araby mordują niewinnych ludzi! Cholerni islamiści, świnie, brudasy" - taki jest wydźwięk ich komentarzy...

W tym miejscu odsyłam Was do świetnego tekstu Anny Dryjańskiej! 

       Przeczytaliście?
   No to świetnie! Ja też go czytałam, kilka razy i chcę postawić to samo pytanie co Pani Anna, ale w nieco szerszym kontekście. 

Dlaczego morderstwo dokonane przez człowieka narodowości arabskiej budzi więcej emocji niż morderstwo dokonane przez przedstawiciela jakiejkolwiek innej narodowości?

    Ofiarom naprawdę bez różnicy czy zabił ich biały, żółty czy czarny; katolik, ateista, wyznawca judaizmu czy islamu. Bez różnicy im czy zamordował ich w imię jakiegoś boga, albo w imię jakiegoś rządu, czy po prostu - żeby zabić, bo akurat taką miał ochotę.

    Prawie tydzień temu w stolicy Mali, Bamako zamachowcy zamordowali ponad 20 osób.
Trzy dni temu w samobójczym zamachu w Kabulu zginęło co najmniej 80 osób.
Wczoraj i przedwczoraj doszło do samobójczych zamachów w irackim Bagdadzie i Khalis - to kolejne 30 ofiar śmiertelnych (może więcej).
Również wczoraj, w Damaszku eksplodował samochód-pułapka, a w Japonii mężczyzna wszedł do ośrodka dla niepełnosprawnych i zabił 19 osób; w klubie nocnym Club Blu w Fort Myers na Florydzie napastnik zastrzelił 2 osoby, kilkanaście jest rannych.
Dwa dni temu, w ciągu doby zbombardowano 4 szpitale w Syrii (jeden z nich nawet dwukrotnie), wśród ofiar jest dwudniowe niemowlę...

    Pytam się: dlaczego nikt się na to nie oburza, dlaczego nikt nie pomstuje i nie wzywa do karania winnych tych zbrodni?
     Czy życie mieszkańców Syrii, Iraku, Afganistanu, Mali, jakiegokolwiek kraju na drugim końcu świata jest mniej warte niż życie zarąbanej maczetą ciężarnej Polki, ofiar strzelaniny w Monachium, czy 84-letniego francuskiego księdza któremu napastnicy (jeden z nich miał ponoć dopiero 19 lat) poderżnęli gardło?

NIE!
Ich życie ma taką samą wartość!
Życie każdego człowieka ma taką samą wartość - bez względu na jego pochodzenie, rasę, religię, orientację czy stan zdrowia.

     Zanim więc po raz kolejny zaczniecie wzywać do wycinania w pień każdego kto inny niż wy kolor skóry, albo wierzy            w jakiegoś innego boga to przypomnijcie sobie, że Andreas Breivik jest jak najbardziej biały (i w dodatku głosi wyższość rasy białej nad innymi - kawał ignoranta), a zamordował 77 osób. Człowiek który podłożył bombę w jednym                             z Wrocławskich autobusów to stuprocentowy Polak, kto wie, może nawet głęboko wierzący i praktykujący katolik, podobnie jak mężczyzna, który spalił żonę i czworo swoich dzieci...

Zło nie ma narodowości!
Zło nie ma boga!
Zło ma niestety zawsze twarz człowieka!

I to przeraża najbardziej...







poniedziałek, 25 lipca 2016

"[...] jesteśmy równi, bo jeden kolor ma nasza krew, ten sam kształt - nasze mózgi."

      Cytat ten pojawił się przy okazji ostatniej notki o muzyce, a ponieważ znakomicie pasuje do tego, co chcę Wam pokazać toteż stwierdziłam że warto przypomnieć go raz jeszcze.
Zresztą, dobrze będzie przypomnieć sobie całą piosenkę:




Jak już mówiłam: uważam, że należałoby puszczać tę piosenkę na okrągło, gdzie tylko się da, a już w szczególności dzieciarni w szkole i naszym "elitom" politycznym, a także wszystkim tym, którzy uważają, że ilość i rodzaj pigmentu w skórze determinuje wartość człowieka...

Tak, będzie o rasizmie i nietolerancji!
Będzie o tym dlatego, że jest to prawdziwy problem i dlatego należy o nim mówić głośno i jednoznacznie potępiać, tak chociażby jak tu:


ZAPAMIĘTAJCIE! 

Nienawiść i rasizm biorą się z ignorancji
To ludzka głupota i ograniczony umysł każą nienawidzić kogoś tylko dlatego, że ma inny kolor skóry, inną orientację seksualną, inne wyznanie czy światopogląd.

Nie ma genu nienawiści, czy rasizmu. 
Nikt nie rodzi się rasistą. 
RASISTĄ SIĘ CZŁOWIEK STAJE! 

A staje się nim dlatego, że uczy się od ignorantów, którzy definiują i segregują ludzi ze względu na ich kolor skóry. Pozwala tym ignorantom kształtować swój sposób myślenia o świecie i swój model postrzegania rzeczywistości.

Rodzaj i ilość pigmentu w skórze nie ma wpływu na inteligencję ani na wartość człowieka! 
Nikt nie wybiera sobie czy urodzi się czarny, biały czy żółty. 
Nikt nie może zdecydować o tym, czy urodzi się Arabem, Żydem, Murzynem, Chińczykiem czy Polakiem, ale każdy może zdecydować o tym, jakim stanie się człowiekiem!
Bo to, jakimi ludźmi będziemy jest tylko i wyłącznie w naszych rękach i zależy od wyborów jakich będziemy dokonywać w swoim życiu!

 Julian Assange, człowiek do którego mam ogromny szacunek, mimo że jest mocno kontrowersyjną postacią,  zapytany podczas jednego z wywiadów kogo/co uważa za największego wroga odpowiedział, że największym wrogiem, nie tylko jego ale wszystkich ludzi, jest ignorancja oraz ci, którzy ignorancję promują.

Nie pozwólcie ignorantom kształtować waszego życia!
Nie pozwólcie ignorantom wpływać na was sposób postrzegania rzeczywistości!
Nie pozwólcie ignorantom zrobić z siebie ludzi słabych - bo nienawiść to słabość!
Nie dajcie ignorantom zrobić z siebie niewolników!

Bądźcie wolni!
Bądźcie silni!
Bądźcie odważni!

Bez względu na wszystko...