Pokazywanie postów oznaczonych etykietą akceptacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą akceptacja. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 sierpnia 2016

Eksperyment czyli homofobia nasza codzienna.

      Rano przeczytałam w internecie historię Damiana i Mateusza.





Chociaż chłopcy się nie znają,  kilka dni temu ustawili sobie status związku na Facebooku - chcieli sprawdzić reakcje ludzi.
Sprawdzili... 
Wylało się na nich prawdziwe morze homofobicznego hejtu.


To jedynie mikroskopijny wycinek z ponad tysiąca komentarzy. 
Ich ilość i treść naprawdę przeraża, i choć w porównaniu z tym, jak było w Polsce jeszcze kilkanaście lat temu sytuacja osób LGBT trochę się poprawiła. Bliżej nam już do krajów Europy Zachodniej niż do Rosji czy Ukrainy, ale przed nami jeszcze bardzo długa droga.
Jest światełko na końcu tego tunelu, ale na razie wątłe i słabe.

Zawsze przykład idzie z góry i tak długo jak politycy, dziennikarze, księża i inne osoby publiczne uważane w tym kraju za autorytety będą posługiwać się mową nienawiści, tak długo masy będą bezmyślnie powielać ich zachowania.

– Poseł na sali sejmowej widząc subtelne zdjęcia dwóch kobiet, czy dwóch mężczyzn trzymających się za ręce lub tulących się do siebie grzmi, że to obrzydliwe? – W takim razie prosty Kowalski też będzie krzyczał, że to obrzydliwe!

– Minister w rządzie, nie znajdując merytorycznych argumentów w dyskusji z lepiej wykształconym od siebie rozmówcą sięga po argument, że oto rozmówca broni praw homoseksualistów bo sam jest homoseksualistą? – Kowalski zrobi to samo! (znam to z własnego doświadczenia).

– polityk, dziennikarz, jakaś inna osoba publiczna mówi/pisze "pedały", "homosie", "szmaty", "degeneraci", "zboczeńcy" itd. itp.? – w takim razie Kowalski też powie/napisze, bo widocznie można!

– ksiądz na kazaniu grzmi, że homoseksualiści będą się smażyć w piekle bo tak mówi Biblia? – Kowalski urządzi im piekło na ziemi, a ponieważ w Biblii napisano, że tacy "bezecnicy" i "zboczeńcy" będą ukarani śmiercią więc idą w ruch pięści, pały, kamienie...

     Wiadomo, nie wszyscy są tacy i dzięki za to Jasności, bo w przeciwnym razie życie stałoby się nie do zniesienia.
Nie ma się jednak co oszukiwać – najbardziej nośne są te najbardziej bojowe hasła, pełne złości, nienawiści, potępienia i wystarczy ledwie kilku oszołomów krzyczących "je*ać pedałów", a podchwyci to cała masa ludzi...

Bardzo spodobało mi się to, co powiedział Damian:

Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że choć nie wiem jeszcze jak się to zakończy, to nie żałuję. 
Świata nie zmienię, lecz gdyby każdy wrzucił taką cegiełkę od siebie i zaczął uczyć Polaków tolerancji (nie tylko na płaszczyźnie orientacji, religii czy też pochodzenia etnicznego) odpowiedniego zachowania w internecie i tego, że życie nie jest w dwóch kolorach, to otaczająca nas rzeczywistość wyglądałaby inaczej - lepiej"

      Ma chłopak rację!
Im więcej osób zacznie reagować na mowę nienawiści zarówno w internecie jak i w przestrzeni publicznej tym ta nasza rzeczywistość będzie wyglądać lepiej.

Podziwiam tych chłopaków za odwagę! Ale to nie tak powinno być... nie powinno być tak, że człowiek musi się wykazać heroiczną odwagą, by mówić o swoich uczuciach... a niestety wciąż tak jest..

Czas to zmienić!
Czas pokazać, że nie ma zgody na mowę nienawiści, bo nie może być na nią zgody!
Czas pokazać że hejt nie przejdzie!

Im szybciej, tym lepiej... dla wszystkich...

piątek, 12 sierpnia 2016

"Z Tango jest nas troje"

    Chciałoby się powiedzieć – nareszcie!
Przeszło tydzień temu trzynastoletnia córka moich znajomych wysłała mi mailem znaleziony w sieci skan książki z taką oto wiadomością:
Ciociu, ja wiem że to książeczka dla dzieci, ale przeczytaj, jest śliczna.
Plik jest w załączniku.
Porozmawiamy o niej, prawda?
Dobra ciocia nie pyta co to i po co, tylko ściąga plik i czyta...
Ostatni raz płakałam przy "dziecięcej" książeczce czytając "O psie który jeździł koleją"...
A oto sprawczyni całego zamieszania:

    Wydana w roku 2009 nakładem Wydawnictwa AdPublik książeczka autorstwa Justina Richardsona i Petera Parnela "Z TANGO JEST NAS TROJE" opowiada prawdziwą historię mieszkających w nowojorskim zoo Roy'a i Silo – dwóch samców pingwinów maskowych oraz ich córeczki – Tango. 

O tak! Już słyszę ten pomruk oburzenia! 
Zresztą książeczka wzbudziła swego czasu wiele kontrowersji najpierw w Stanach Zjednoczonych, później również w Polsce. Prawicowe media na czele z portalem Fronda piały, że to promowanie homoseksualizmu wśród dzieci, że te wstrętne pedały (przepraszam moich homoseksualnych przyjaciół) chcą demoralizować biedne polskie dzieci i robić im inne brzydkie rzeczy, itd. itp.

Głodnemu chleb na myśli chciałoby się rzec, bo w rzeczywistości jest to pełna ciepła opowiastka o przyjaźni, miłości, trosce o drugą osobę, potrzebie bycia dla kogoś. W sposób prosty i przejrzysty opowiada "historię z życia wziętą" (trzeba pamiętać, że Roy, Silo i Tango naprawdę żyły w nowojorskim zoo i naprawdę tworzyły pingwinią rodzinę). Nie ma tu żadnej nachalnej propagandy, prania mózgu czy innej deprawacji. Jest za to próba opowiedzenia o zjawiskach i postawach odmiennych od tego uogólnionego, "poprawnego" obrazu świata bez posługiwania się niejednoznacznymi kategoriami moralnymi, religijnymi czy światopoglądowymi, które dla dziecka są totalnie niezrozumiałe. Książeczka w delikatny i bardzo wyważony sposób opowiada o odmienności (cholera, nie lubię tego słowa) pary pingwinów-chłopców, a jednocześnie podkreśla bardzo uniwersalny wymiar łączącego ich uczucia.

     Jak mówiłam – czytałam tę książkę ze łzami w oczach i to wcale nie dlatego że jest smutna, wręcz przeciwnie, wiele w niej radości i szczęścia, a na dodatek w sposób tak prosty ukazuje sprawy, które my, dorośli tak strasznie komplikujemy, a które są przecież częścią naszego świata, naszej codzienności, czy nam się to podoba, czy nie. 
Pewnie można by się doczepić do jej walorów literackich, ale ja nie zamierzam się czepiać – walory edukacyjne są w tym wypadku dużo ważniejsze.
No i jeszcze śliczne ilustracje Henry'ego Cole'a, dzięki którym książeczka staje się jeszcze bardziej atrakcyjna dla maluchów, a które przy okazji znakomicie uzupełniają pewne braki literackiego opisu :)