Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kontrowersje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kontrowersje. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 sierpnia 2014

(nie)świętych oburzenie, czyli burza w szklance po wodzie i Ks. Wojciech Lemański na Woodstocku.

fot. Anna Krasko, zdjęcie pochodzi z:
http://www.tokfm.pl/Tokfm/51,103085,16419393.html?i=8

   I znów powtórka z rozrywki...
W zasadzie... spodziewałam się, że tak będzie, ale jednak gdzieś na dnie serca miałam jeszcze nikły promyk nadziei, że jednak będzie wszystko w porządku, że nikt się nie przyczepi, że nie będzie kolejnej nagonki na Ks. Wojtka (wiem, kurcze, nie powinnam tak poufale o Nim pisać, ale to nie brak szacunku, a wyraz niesamowitej sympatii jaką żywię do tego Człowieka).
Cóż, Matko Nadziejo, która kochasz swoje głupie dzieci... znów nic z tego... Podniósł się krzyk świętego oburzenia, no bo przecież jak on śmie tak mówić, jak śmie krytykować utarty porządek, jak śmie mówić, że biskupi postępują niewłaściwie...
Wyczuwam pewną analogię...
Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, bo zamykacie królestwo niebieskie przed ludźmi. Wy sami nie wchodzicie i nie pozwalacie wejść tym, którzy do niego idą.
Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, bo obchodzicie morze i ziemię, żeby pozyskać jednego współwyznawcę. A gdy się nim stanie, czynicie go dwakroć bardziej winnym piekła niż wy sami.
Biada wam, przewodnicy ślepi, którzy mówicie: Kto by przysiągł na przybytek, to nic nie znaczy; lecz kto by przysiągł na złoto przybytku, ten jest związany przysięgą. Głupi i ślepi! Cóż bowiem jest ważniejsze, złoto czy przybytek, który uświęca złoto? Dalej: Kto by przysiągł na ołtarz, to nic nie znaczy; lecz kto by przysiągł na ofiarę, która jest na nim, ten jest związany przysięgą. Ślepi! Cóż bowiem jest ważniejsze, ofiara czy ołtarz, który uświęca ofiarę? Kto więc przysięga na ołtarz, przysięga na niego i na wszystko, co na nim leży. A kto przysięga na przybytek, przysięga na niego i na Tego, który w nim mieszka. A kto przysięga na niebo, przysięga na tron Boży i na Tego, który na nim zasiada.
Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Bo dajecie dziesięcinę z mięty, kopru i kminku, lecz pomijacie to, co ważniejsze jest w Prawie: sprawiedliwość, miłosierdzie i wiarę. To zaś należało czynić, a tamtego nie opuszczać. Przewodnicy ślepi, którzy przecedzacie komara, a połykacie wielbłąda!
Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Bo dbacie o czystość zewnętrznej strony kubka i misy, a wewnątrz pełne są one zdzierstwa i niepowściągliwości. Faryzeuszu ślepy! Oczyść wpierw wnętrze kubka, żeby i zewnętrzna jego strona stała się czysta.
Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Bo podobni jesteście do grobów pobielanych, które z zewnątrz wyglądają pięknie, lecz wewnątrz pełne są kości trupich i wszelkiego plugastwa. Tak i wy z zewnątrz wydajecie się ludziom sprawiedliwi, lecz wewnątrz pełni jesteście obłudy i nieprawości.
Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Bo budujecie groby prorokom i zdobicie grobowce sprawiedliwych,  i mówicie: "Gdybyśmy żyli za czasów naszych przodków, nie byliśmy ich wspólnikami w zabójstwie proroków". Przez to sami przyznajecie, że jesteście potomkami tych, którzy mordowali proroków!  Dopełnijcie i wy miary waszych przodków! Węże, plemię żmijowe, jak wy możecie ujść potępienia w piekle?
Dlatego oto Ja posyłam do was proroków, mędrców i uczonych. Jednych z nich zabijecie i ukrzyżujecie; innych będziecie biczować w swych synagogach i przepędzać z miasta do miasta. Tak spadnie na was wszystka krew niewinna, przelana na ziemi, począwszy od krwi Abla sprawiedliwego aż do krwi Zachariasza, syna Barachiasza, którego zamordowaliście między przybytkiem a ołtarzem.

[Ewangelia Św. Mateusza 23, 13-36]
Bardzo się wówczas religijny przywódcy oburzyli, no bo jak ten syn cieśli śmie mówić o nich takie rzeczy!
Dokładnie to samo dzieje się teraz... Przyszedł zwykły ksiądz, z ubogiej wiejskiej rodziny, bratający się z Żydami i wytyka biskupom, że postępują niewłaściwie, no jak on śmie?!
   Problem polega na tym, że ten pochodzący ze wsi prosty ksiądz mówi to, co wielu ludzi myśli na temat Kościoła jako organizacji i biskupów jako stojących na czele owej organizacji.
   Dochodzą mnie słuchy o konsekwencjach jakie kuria warszawsko-praska chce wyciągnąć wobec Ks. Lemańskiego, nie wykluczając nawet odsunięcia Go od kapłaństwa i wiecie co... chce mi się płakać...
   Po pierwsze dlatego, że jak pisałam na początku darzę Ks. Wojtka dużą sympatią, doceniam jego wkład w dialog chrześcijańsko-żydowski, w kultywowanie pamięci o ofiarach zbrodni hitlerowskich (comiesięczne wyjazdy do Treblinki z parafianami z Jasienicy, obecność na Umschlagplatz i na obchodach rocznicy zbrodni w Jedwabnem), szanuję Go za poglądy, za Jego humanizm - poszanowanie wolności, godności, dobrego imienia, tożsamości i odrębności kulturowej i światopoglądowej drugiego człowieka.
   Po drugie - mówi On o tym, co ja również dostrzegam, identycznie patrzymy na pewne sprawy.
Dla mnie Ks. Wojtek nie jest kalającym własne gniazdo wojującym z Kościołem oszołomem w sutannie, ale normalnym, rozsądnym i niebywale odważnym człowiekiem, który jeśli widzi, że dzieje się coś niewłaściwego nie boi się o tym mówić głośno, mimo konsekwencji jakie mogą mu grozić,
mówi rzeczy oczywiste - to, co widzą na co dzień normalni, rozsądni ludzie używający daru rozumu.

Jeżeli kuria uważa, że dla Ks. Lemańskiego nie ma miejsca w Kościele, to w takim razie dla mnie i dla myślących podobnie jak Ks. Wojciech również nie ma w tym Kościele miejsca... 
To bardzo smutne i bolesne, ale to co obserwuję już od dłuższego czasu coraz bardziej utwierdza mnie w tym, że niestety prawdziwe... Wyciąga się jak najdalej idące konsekwencje względem człowieka, który mówi prawdę, który wytyka błędy, a chroni się tych, którzy bezwzględnie zasługują na karę... 
Nie cierpię tego argumentu, ale...
Skoro kuria potrafi chronić pedofila, przenosić go z parafii na parafię i nie powiadomić o przestępstwie organów ścigania, nie odciąć tego człowieka od kontaktów z dziećmi, a karze z całą surowością człowieka, który wytyka błędy (może zbyt ostro?), mówi o tym, co obserwuje, to przykro mi, ale to nie moja bajka... Nie mój świat, nie moje kredki... 

Jak mówił Ks. Wojtek - bunt sam w sobie, bunt dla samego buntu, nie jest wartością. Wartością jest wtedy, gdy jest buntem przeciw czemuś, przeciw ospałości, opieszałości, przeciw przymykaniu oczu na poniżanie godności innych ludzi, przeciw zgodzie na dyskryminowanie innych ze względu na ich odrębność kulturową, światopoglądową, seksualną itd. itp. 
Agnieszka Ziółkowska dokonała apostazji, bo nie mogła znieść sposobu w jaki Kościół katolicki mówi o in-vitro i o dzieciach (a więc również o Niej) poczętych tą metodą...
Więc...
. . . 
. . . 
. . . 
. . .
. . . 
. . . 
. . . 
kto wie...
. . . 
. . . 
. . . 
. . .

Całości "skandalicznej" i "obrazoburczej" wypowiedzi Ks. Lemańskiego z tegorocznego Przystanku Woodstock możecie posłuchać tutaj:


poniedziałek, 30 czerwca 2014

Piknik na Golgocie, czyli o motywach, sztuce i uczuciach religijnych...

Świat bez fb byłby naprawdę nudnym miejscem :)
Gdyby nie fb, nie byłoby wielu interesujących dyskusji, a przecież nic tak nie kształtuje i nie rozwija jak dyskusja na niebłahe tematy, prawda?

Otóż Drodzy, w Poznaniu trwa Festiwal Malta, podczas którego miał zostać wystawiony spektakl "Golgota Picnic", którego reżyserem jest Rodrigo Garcia... Miał, bo nie został, a wszystko przez to, że organizatorzy bali się tego, co mogłoby się wydarzyć, spektakl budzi bowiem mnóstwo kontrowersji i wywołuje powszechne oburzenie, jakoby był kpiną z Boga, przez co obraża uczucia ludzi wierzących, a do tego jest obsceniczny, nieprzyzwoity i sieje zgorszenie...
To tak w pigułce o co mniej więcej chodzi...
Reakcja moja na wieść o odwołaniu spektaklu była dokładnie taka: "Masakra", a ponieważ zareagowałam tak linkując tę informację na fb sprowokowało to pewną dyskusję:


Amadeusz: Chyba dobrze :D
Karla: Nie. Każdy ma prawo samodzielnie oceniać czy coś jest dla niego gorszące, czy nie. Każdy ma własny rozum.
Amadeusz: Ale biskupi mają obowiązek przeciwstawiania się zgorszeniu, oraz szerzeniu herezji i wyszydzenia z wiary
Piotr: No widzisz Karolino. Cały problem dzisiejszego świata sprowadza się do relatywizmu moralnego czyli dobre jest to co ja uważam za dobre. Tylko ze to prowadzi do absurdu: złodziej tez uważa ze kradzież jest dobra... I tu wcale nie chodzi o zgorszenie tylko o jawną kpiną i szyderstwo z Boga. Dziwne się ze jako chrześcijanka nie widzisz problemu.
No i jeszcze to kłamliwe pierwsze zdanie informacji ze protestowali duchowni... Jakby tylko oni. Praktycznie bez nagłaśniania sprawy udało się zebrać kilkaset tysięcy głosów protestu. Protestowali i dziennikarze i artyści i wielu ludzi świeckich więc...  
Co w związku z tym, co napisali Panowie?
Ostrzegłam Amadeusza przed używaniem sformułowania o przeciwstawianiu się przez biskupów zgorszeniu... Argument to bowiem słaby, szczególnie, że przeciwstawianie owo zdaje się być (w moim jakże subiektywnym odczuciu) bardzo wybiórcze, jeśli popatrzy się na otaczającą rzeczywistość.

Piotr... Piotr jest księdzem, bardzo Go cenię i szanuję - to człowiek wielkiej wiary i pobożności, inteligentny, a przede wszystkim obdarzony Mądrością. 
W kwestii fundamentalnej oczywiście  zgadzam się z tym, co napisał - relatywizowanie wartości to zmora dzisiejszego świata (choć problem istnieje już od wieków i sukcesywnie przybiera na sile) i rzeczywiście wychodzą z tego nieraz bardzo absurdalne „kwiatki”, choć nie tylko relatywizm w kwestii wartości prowadzi do absurdu, również takie chociażby konflikty na tle religijnym, no bo czy nie jest tak: Jak muzułmanie zabraniają chrześcijanom budowania kościołów w krajach islamskich- gdzie islam jest religią państwową- to jest bardzo źle, ale jak chrześcijanie nie pozwalają pobudować muzułmanom meczetu w krajach, gdzie nie ma religii państwowej, to już źle nie jest?
Trąci to z deczka absurdem, nie?
No ale mniejsza o konflikty religijne (o nich też tu kiedyś będzie).
Troszkę się na nim zawiodłam jeśli chodzi o użyty argument ilościowy... Niestety, w tym przypadku ilość nie jest tu żadnym argumentem, bo ile w tych kilkuset tysięcy ludzi w ogóle widziało spektakl i wie o co w nim chodzi, a ilu po prostu powtarza to, co gdzieś usłyszało i wydaje im się, że tak właśnie powinno być?

Jeśli idzie o meritum sprawy, czyli o sam spektakl, w opisie na stronie Malty czytamy:


"Golgota Picnic" to jeden z ikonicznych spektakli reżysera – pokazywany był już w wielu krajach, wszędzie wyzwalając wśród widzów duże emocje, od zachwytu i oczyszczenia po oburzenie.
Nawiązując do chrześcijańskiej ikonografii – od Francisco Goi do Rubensa – reżyser organizuje piknik, który jest zarazem ostatnią wieczerzą współczesności. Na scenie silna fizyczna obecność aktorów zderzona jest z projekcjami wideo, muzyką na żywo i nadmiarem rekwizytów – hamburgerowych bułek, które są miękkim dywanem, zwyczajnym fastfoodem zjadanym podczas spektaklu, a także symbolem bezsensownego nadmiaru i nieopanowanej konsumpcji. Świat jawi się w spektaklu jako podszyta pustką orgia posiadania, w której ludzie pozostają zniewoleni we własnej hipokryzji. W tej rzeczywistości sztuka jest jedynie estetycznym dodatkiem. 

Spektakl poraża niezwykłym połączeniem krytycznego przekazu, silnych obrazów, muzyki i poezji. Jest ironiczny, obsceniczny i ekscesywny, ale proponuje też sceny wymagające skupienia, pozwalające na wyciszoną kontemplację. Reżyser przekracza konwencjonalne granice gatunków, nie wpada w ideologiczną pułapkę, w fascynujący sposób wykorzystuje za to możliwości medium teatralnego, tworzy fantasmagoryczną wizję piekła, w jakim żyjemy, dając jednocześnie przestrzeń na dystans i autokrytycyzm.

Rodrigo García mówi:

“Każde dzieło teatralne jest ekspresją życia. Przez życie rozumiem ciąg zdarzeń, wspomnień, a także tego, o czym zapominamy – faktów, które wypieramy ze strachu lub ze wstydu. Robimy haniebne rzeczy, a przysięgamy, że nigdy nie zrobiliśmy nic poniżającego; rozmyślnie wymazujemy je z pamięci. Później powracają pod postacią dzieła sztuki i nawet nie zdajemy sobie sprawy, że tam są. Właśnie dlatego artysta powinien, nawet wbrew sobie, zajmować się tematami delikatnymi i wstydliwymi. Nie powinien ich przemilczać."
Jak ma się powyższe do samego spektaklu - nie wiem. Nie dane mi było go zobaczyć (i już nie będzie dane), widziałam jedynie trailery, ale ciężko po nich oceniać cokolwiek.
Samo bowiem wykorzystanie motywu golgoty czy ukrzyżowania i związanych z nimi konotacji nie jest jeszcze ani herezją, ani bluźnierstwem, ich znaczenie jest bowiem bardzo szerokie.
W ogóle jeśli słyszę w odniesieniu do dzieła sztuki (nie ważne jakiego), że obraża ono czyjeś uczucia religijne, że kpi z religii, z Boga, z wartości, za każdym razem przypominają mi się takie sytuacje:


  *  Polska premiera filmu „Ksiądz”, rok 1995, a więc byłam jeszcze gówniarzem, pamiętam jednak bardzo dobrze jak mama bała się, by ktoś okien w kinie nie powybijał, taka była wojna wokół tego filmu. 
Oto mamy małą, nie bardzo zamożną parafię w Liverpoolu. 
Mamy proboszcza tej parafii, który nie dość że wygłasza lewicujące kazania to jeszcze sypia z gosposią. 
Mamy Grega- młodego księdza który na swoje nieszczęście jest homoseksualistą i bardzo się stara by nikt się o tym nie dowiedział. 
Mamy uczennicę Grega, dziewczynkę która jest molestowana przez swojego ojca, o czym Greg wie (ojciec dziewczynki wyznaje to na spowiedzi, ale raczej by się pochwalić a nie żałować), ale nic nie może zrobić bo związany jest tajemnicą spowiedzi. 
Mamy w końcu „pobożnych” parafian, którzy gdy wychodzi na jaw fakt, że ich wikary jest homoseksualistą najchętniej spaliliby go na stosie. Nienawidzą go i jawnie mu to okazują, nie ważne, że Biblia uczy „wybaczajcie aby wam było wybaczone”, oni wiedzą lepiej… Jedyną osobą, oprócz oczywiście starego proboszcza, która wybacza Gregowi, jest właśnie ta molestowana przez ojca dziewczynka, ta, która ma prawo mieć pretensje do księdza, że nie zrobił nic, choć wiedział…
Nikt z protestujących przeciw projekcji filmu i obrażonych nie dostrzegł w tym filmie nic, ponad to, że reżyserka znieważa (?) księży i Kościół… No właśnie... tylko czy rzeczywiście znieważa, bo ja śmiem mieć poważne wątpliwości w tej materii...


  * „Apocalipsis cum figuris” (1969, 1971, 1973) – spektakl znakomitego polskiego reżysera teatralnego Jerzego Grotowskiego, opowiadający o powrocie Chrystusa, który zostaje przez ludzi brutalnie odrzucony (prorok z tego Grotowskiego, czy co?).

Spektakl spotkał się z ogromnym oburzeniem ze strony przedstawicieli Kościoła – bp Bronisław Dąbrowski domagał się w imieniu całego Episkopatu zdjęcia przedstawienia z afisza, a sam kardynał Wyszyński w kazaniu w kościele na Skałce nazwał je „prawdziwym świństwem” i publicznie potępił. Co znamienne, krytyka ta pojawiła się dopiero w drugiej połowie lat ’70, a co jeszcze bardziej znamienne – ten sam Grotowski w 1998 roku znalazł się w gronie siedmiu laureatów pierwszej polskiej edycji Międzynarodowej Nagrody Błogosławionego Fra Angelico, których działalność wzbogaciła obraz kultury polskiej w świecie.

   * „Pandora” -spektakl Teatru Formy z Wrocławia, w reżyserii Józefa Markockiego,
powstał na kanwie dramatu "Wariat i Zakonnica" Stanisława Ignacego Witkiewicza. Jest współczesną wizją człowieka uwięzionego i uwikłanego w słabości ludzkiej natury. Mityczna puszka Pandory jest zatem nie tylko symbolem niedoli ludzkiej, ale pełni tutaj rolę mikrokosmosu, w którym przyszło nam żyć. Bohaterowie doświadczają siebie również poprzez pryzmat indywidualnego spojrzenia i stają się mocni w swej słabości, która też staje się formą niewoli. 

Spektakl grany był kilka lat temu podczas TURKOSTRADY i pomimo swych niewątpliwych wartości artystycznych i przesłania jakie ze sobą niesie wywołał oburzenie u obecnego na pokazie ks. Szymona J., który zarzucał twórcom, że obrażają i poniżają osoby konsekrowane, a wszystko przez... scenę "erotyczną" wariata i zakonnicy...

W takich sytuacjach mam dylemat, czy śmiać się, czy jednak się rozpłakać...
Żałobę po matce logice noszę już od dawna, ale wciąż mam nadzieję na jej zmartwychwstanie...
Uczono mnie od małego, że nie ocenia się książki po okładce i tyczy się to każdej dziedziny życia, a obracając się od najmłodszych lat w kręgu kultury wiem, że z ocenami dzieł artystycznych trzeba bardzo uważać, przede wszystkim trzeba się zapoznać z ich treścią (obejrzeć, wysłuchać, przeczytać), poznać ich kontekst kulturowy i motywy jakie kierowały twórcami by zrobić coś tak a nie inaczej, w przeciwnym razie można wyrządzić twórcy wielką krzywdę, a przy okazji doprowadzić do absurdów takich jak choćby te opisane powyżej.

Co do samego przedstawienia "Golgota Picnic" jestem bardzo ostrożna w jakichkolwiek ocenach, z prostego powodu – nie widziałam spektaklu, a jedynie trailery, z których ciężko wywnioskować cokolwiek, czytałam opis spektaklu podany przez samego reżysera, ale na podstawie niewielkich fragmentów spektaklu trudno oceniać jak się ma jedno do drugiego i co faktycznie autor miał na myśli.
Natomiast moja reakcja na odwołanie spektaklu była taka a nie inna, bo odebrano mi możliwość i prawo do samodzielnej oceny rzeczywistości, zmuszając do opowiedzenia się po jednej ze stron konfliktu na zasadzie takiej, że nie mogąc dokonać własnej oceny muszę wybrać albo wersję zagorzałych przeciwników- oburzonych i zgorszonych, albo wersję choćby takich ludzi jak o. Tomasz Dostatni [cały tekst dostępny TUTAJ], którzy nie poczuli się zgorszeni tym przedstawieniem, choć dopuszczają możliwość, że inni mogą je odebrać inaczej.
 

Swoją drogą, to dość schizofreniczna sytuacja, bo z jednej strony niektórzy księża, czy biskupi, potępiają spektakl, a drudzy, szczególnie związani ze środowiskiem inteligencji katolickiej nie mają nic przeciwko niemu... Jak to rozumieć?...

Jeżeli zaś idzie o jawną kpinę i szyderstwo z Boga... cóż... trochę mnie zabolało stwierdzenie Piotra, iż "dziwne, że jako chrześcijanka nie widzę problemu"…
Pech chce, że widzę, tyle, że znacznie mniej oburza mnie i boli szyderstwo i kpina ludzi, którzy być może „nie wiedzą co czynią” (choć oczywiście boli), niż to, co wyprawiają (bez wchodzenia w szczegóły) niektórzy z ludzi, którzy jak najbardziej wiedzą, a w każdym razie powinni wiedzieć co czynią, którzy tak jak ja są chrześcijanami, katolikami, a swoim zachowaniem robią więcej szkody niż niejeden nawiedzony wojujący ateista-antyklerykał…


Czy spektakl „Golgota picnic” jest jawną kpiną i szyderstwem z Boga, czy jedynie artystycznym wykorzystaniem motywu golgoty i konotacji z nim związanych – jak wyżej – nie wiem. 
Nie oceniam.
Nie krytykuję. 
Nie potępiam. 
Nie gloryfikuję...
...bo nie widziałam i nie zobaczę, a wygłaszać sądy na podstawie opinii innych ludzi… nie, na to mi religia nie pozwala…