Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bóg. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bóg. Pokaż wszystkie posty

piątek, 4 lipca 2014

"Et ego dico tibi quia tu es Petrus..."

To chyba jeden z bardziej znanych cytatów z Pisma Świętego. Gdy Piotr wyznał "Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga Żywego" Jezus mu odpowiedział: "Ja tobie powiadam, ty jesteś Piotr, opoka..."
Ale nie, nie będzie o Św. Piotrze...


Kolejny Autorytet, Mistrz, Przyjaciel... Kolejny z grona moich ukochanych Tres Pedros...
Piotr... Właściwie to powinnam mówić Ksiądz Piotr...
Człowiek wielkiej wiary, pobożności i gorliwości.
Inteligentny i obdarzony prawdziwą Mądrością.
Pełen skromności i pokory. (Już widzę Jego zakłopotanie, gdyby to czytał).
Wrażliwy i czuły.
Człowiek, który mimo nieraz ciężkich chwil jakie sam przeżywał, potrafił przynieść ukojenie, pokój, służyć dobrą radą, serdecznym słowem...
Po prostu... być tym, kim winien być z racji imienia - Opoką, Skałą...

To będzie dużo bardziej osobista notka niż ta o Panu Piotrze, czy o Panu Wojtku, ale nie umiem inaczej...
Zaczęło się właściwie jak z poprzednimi dwoma Bohaterami - ot, znam nazwisko, kojarzę człowieka, ale nad to już nic, zwyczajnie, jest i spoko, ani to ziębi, ani grzeje. I znów do czasu...
Gdy trafił do naszej parafii to był akurat niełatwy czas w moim duchowym życiu, jakoś tak się z Panem Bogiem pożarłam, w sumie nie pamiętam o co, no ale... Długo to trwało, kilka miesięcy w sumie... Aż wreszcie, którejś niedzieli stwierdziłam, że nie chce mi się siedzieć w domu, a i na spacer nie bardzo mam ochotę (była to w tych miesiącach standardowa praktyka), więc co tam, pójdę sobie do kościoła, odsiedzę swoje i wrócę do domu.
"Pech" chciał, że trafiłam akurat na Mszę sprawowaną przez Piotra - nie, nie pierwszą odkąd przyszedł do parafii, ale tamta była, z do tej pory nieznanych mi powodów, wyjątkowa.
Słuchałam i chłonęłam każde Jego słowo, każdy Jego gest pełen szacunku, pokory i miłości. Gdy mówił "Panie nie jestem godzien..." rozpłakałam się i do końca Mszy nie umiałam przestać płakać... Coś pękło...
Wróciłam (nie od razu oczywiście, wszystko drobnymi kroczkami, powolutku).
Później była pielgrzymka na Jasną Górę, której Piotr był kierownikiem...
Jego druga pielgrzymka w życiu, a radził sobie tak, jakby robił to od lat... Wspierał, podtrzymywał na duchu, mobilizował, doceniał - to bardzo ważne, gdy w ciągu 6 dni robi się prawie 200 kilometrów, by mieć kogoś, na kogo można liczyć, kto rozumie trud, kto rozumie, że jest ciężko i stara się pomóc, najlepiej jak potrafi...

Nie tylko na pielgrzymce starał się pomagać. Tak na co dzień również, choć nie zawsze miał czas na długie rozmowy, ale był wspaniałym spowiednikiem i powiernikiem.
Nazywam Go Przyjacielem, mimo, że rzadko się spotykaliśmy i rozmawialiśmy, ale był przy mnie w chyba najtrudniejszym czasie mojego życia, kiedy dwa dni przed pielgrzymką dowiedziałam się o chorobie mamy...
Poddałabym się gdyby nie On...
Przyszłam Mu powiedzieć, strasznie się rozpłakałam...
Byłam zła na siebie, że tak płakałam, było mi wstyd, ale wtedy po prostu nie potrafiłam inaczej, czułam się całkowicie bezsilna i bezradna...
A On był spokojny i opanowany, choć przejął się, widziałam...
Powiedział, że wszystko będzie dobrze, ale to nie było takie na odwal się, byle coś powiedzieć i mieć z głowy... Piotr naprawdę wierzył, że będzie dobrze...
Poszłam z tym do Niego, nie tylko dlatego, że jako kierownikowi pielgrzymki byłam Mu winna pewne wyjaśnienia, ale przede wszystkim dlatego, że jakiś głos mówił mi, że nikt mi bardziej nie pomoże niż On, nikt lepiej nie zrozumie...

Wybaczcie, że tak osobiście i emocjonalnie, ale o Nim inaczej nie umiem...
Pojawił się w moim życiu w sumie znikąd i zdawać by się mogło na chwilę, ale stał się jego cząstką, bardzo ważną cząstką...
Dobry, szlachetny i skromny Człowiek.
Mimo, że czasem ponosiły Go emocje - delikatny i czuły.
Wrażliwy - przez co bardzo łatwo było Go zranić.
Przejmował się losem tych, których doświadczyło życie - nie tylko ludzi, także zwierząt...
Cudowny spowiednik - pełen Mądrości, cierpliwości i pokoju.
Wspaniały Kapłan - pełen szacunku, miłości i czci do Eucharystii. Każde nabożeństwo, każda Msza Święta którą sprawował były dla mnie niezwykłym doświadczeniem autentycznej obecności Boga.

Niedościgły wzór.
Powiernik.
Przewodnik.
Mistrz.
Przyjaciel...

Czasem się z Nim nie zgadzam, czasem się nawet pokłócimy, ale bardzo Go szanuję.
Stoję na stanowisku, że na szacunek trzeba sobie zasłużyć... Piotr zasłużył sobie na niego w stu procentach...

Jak to dobrze, że są tacy ludzie jak On...
Dzięki ci, Losie...

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Piknik na Golgocie, czyli o motywach, sztuce i uczuciach religijnych...

Świat bez fb byłby naprawdę nudnym miejscem :)
Gdyby nie fb, nie byłoby wielu interesujących dyskusji, a przecież nic tak nie kształtuje i nie rozwija jak dyskusja na niebłahe tematy, prawda?

Otóż Drodzy, w Poznaniu trwa Festiwal Malta, podczas którego miał zostać wystawiony spektakl "Golgota Picnic", którego reżyserem jest Rodrigo Garcia... Miał, bo nie został, a wszystko przez to, że organizatorzy bali się tego, co mogłoby się wydarzyć, spektakl budzi bowiem mnóstwo kontrowersji i wywołuje powszechne oburzenie, jakoby był kpiną z Boga, przez co obraża uczucia ludzi wierzących, a do tego jest obsceniczny, nieprzyzwoity i sieje zgorszenie...
To tak w pigułce o co mniej więcej chodzi...
Reakcja moja na wieść o odwołaniu spektaklu była dokładnie taka: "Masakra", a ponieważ zareagowałam tak linkując tę informację na fb sprowokowało to pewną dyskusję:


Amadeusz: Chyba dobrze :D
Karla: Nie. Każdy ma prawo samodzielnie oceniać czy coś jest dla niego gorszące, czy nie. Każdy ma własny rozum.
Amadeusz: Ale biskupi mają obowiązek przeciwstawiania się zgorszeniu, oraz szerzeniu herezji i wyszydzenia z wiary
Piotr: No widzisz Karolino. Cały problem dzisiejszego świata sprowadza się do relatywizmu moralnego czyli dobre jest to co ja uważam za dobre. Tylko ze to prowadzi do absurdu: złodziej tez uważa ze kradzież jest dobra... I tu wcale nie chodzi o zgorszenie tylko o jawną kpiną i szyderstwo z Boga. Dziwne się ze jako chrześcijanka nie widzisz problemu.
No i jeszcze to kłamliwe pierwsze zdanie informacji ze protestowali duchowni... Jakby tylko oni. Praktycznie bez nagłaśniania sprawy udało się zebrać kilkaset tysięcy głosów protestu. Protestowali i dziennikarze i artyści i wielu ludzi świeckich więc...  
Co w związku z tym, co napisali Panowie?
Ostrzegłam Amadeusza przed używaniem sformułowania o przeciwstawianiu się przez biskupów zgorszeniu... Argument to bowiem słaby, szczególnie, że przeciwstawianie owo zdaje się być (w moim jakże subiektywnym odczuciu) bardzo wybiórcze, jeśli popatrzy się na otaczającą rzeczywistość.

Piotr... Piotr jest księdzem, bardzo Go cenię i szanuję - to człowiek wielkiej wiary i pobożności, inteligentny, a przede wszystkim obdarzony Mądrością. 
W kwestii fundamentalnej oczywiście  zgadzam się z tym, co napisał - relatywizowanie wartości to zmora dzisiejszego świata (choć problem istnieje już od wieków i sukcesywnie przybiera na sile) i rzeczywiście wychodzą z tego nieraz bardzo absurdalne „kwiatki”, choć nie tylko relatywizm w kwestii wartości prowadzi do absurdu, również takie chociażby konflikty na tle religijnym, no bo czy nie jest tak: Jak muzułmanie zabraniają chrześcijanom budowania kościołów w krajach islamskich- gdzie islam jest religią państwową- to jest bardzo źle, ale jak chrześcijanie nie pozwalają pobudować muzułmanom meczetu w krajach, gdzie nie ma religii państwowej, to już źle nie jest?
Trąci to z deczka absurdem, nie?
No ale mniejsza o konflikty religijne (o nich też tu kiedyś będzie).
Troszkę się na nim zawiodłam jeśli chodzi o użyty argument ilościowy... Niestety, w tym przypadku ilość nie jest tu żadnym argumentem, bo ile w tych kilkuset tysięcy ludzi w ogóle widziało spektakl i wie o co w nim chodzi, a ilu po prostu powtarza to, co gdzieś usłyszało i wydaje im się, że tak właśnie powinno być?

Jeśli idzie o meritum sprawy, czyli o sam spektakl, w opisie na stronie Malty czytamy:


"Golgota Picnic" to jeden z ikonicznych spektakli reżysera – pokazywany był już w wielu krajach, wszędzie wyzwalając wśród widzów duże emocje, od zachwytu i oczyszczenia po oburzenie.
Nawiązując do chrześcijańskiej ikonografii – od Francisco Goi do Rubensa – reżyser organizuje piknik, który jest zarazem ostatnią wieczerzą współczesności. Na scenie silna fizyczna obecność aktorów zderzona jest z projekcjami wideo, muzyką na żywo i nadmiarem rekwizytów – hamburgerowych bułek, które są miękkim dywanem, zwyczajnym fastfoodem zjadanym podczas spektaklu, a także symbolem bezsensownego nadmiaru i nieopanowanej konsumpcji. Świat jawi się w spektaklu jako podszyta pustką orgia posiadania, w której ludzie pozostają zniewoleni we własnej hipokryzji. W tej rzeczywistości sztuka jest jedynie estetycznym dodatkiem. 

Spektakl poraża niezwykłym połączeniem krytycznego przekazu, silnych obrazów, muzyki i poezji. Jest ironiczny, obsceniczny i ekscesywny, ale proponuje też sceny wymagające skupienia, pozwalające na wyciszoną kontemplację. Reżyser przekracza konwencjonalne granice gatunków, nie wpada w ideologiczną pułapkę, w fascynujący sposób wykorzystuje za to możliwości medium teatralnego, tworzy fantasmagoryczną wizję piekła, w jakim żyjemy, dając jednocześnie przestrzeń na dystans i autokrytycyzm.

Rodrigo García mówi:

“Każde dzieło teatralne jest ekspresją życia. Przez życie rozumiem ciąg zdarzeń, wspomnień, a także tego, o czym zapominamy – faktów, które wypieramy ze strachu lub ze wstydu. Robimy haniebne rzeczy, a przysięgamy, że nigdy nie zrobiliśmy nic poniżającego; rozmyślnie wymazujemy je z pamięci. Później powracają pod postacią dzieła sztuki i nawet nie zdajemy sobie sprawy, że tam są. Właśnie dlatego artysta powinien, nawet wbrew sobie, zajmować się tematami delikatnymi i wstydliwymi. Nie powinien ich przemilczać."
Jak ma się powyższe do samego spektaklu - nie wiem. Nie dane mi było go zobaczyć (i już nie będzie dane), widziałam jedynie trailery, ale ciężko po nich oceniać cokolwiek.
Samo bowiem wykorzystanie motywu golgoty czy ukrzyżowania i związanych z nimi konotacji nie jest jeszcze ani herezją, ani bluźnierstwem, ich znaczenie jest bowiem bardzo szerokie.
W ogóle jeśli słyszę w odniesieniu do dzieła sztuki (nie ważne jakiego), że obraża ono czyjeś uczucia religijne, że kpi z religii, z Boga, z wartości, za każdym razem przypominają mi się takie sytuacje:


  *  Polska premiera filmu „Ksiądz”, rok 1995, a więc byłam jeszcze gówniarzem, pamiętam jednak bardzo dobrze jak mama bała się, by ktoś okien w kinie nie powybijał, taka była wojna wokół tego filmu. 
Oto mamy małą, nie bardzo zamożną parafię w Liverpoolu. 
Mamy proboszcza tej parafii, który nie dość że wygłasza lewicujące kazania to jeszcze sypia z gosposią. 
Mamy Grega- młodego księdza który na swoje nieszczęście jest homoseksualistą i bardzo się stara by nikt się o tym nie dowiedział. 
Mamy uczennicę Grega, dziewczynkę która jest molestowana przez swojego ojca, o czym Greg wie (ojciec dziewczynki wyznaje to na spowiedzi, ale raczej by się pochwalić a nie żałować), ale nic nie może zrobić bo związany jest tajemnicą spowiedzi. 
Mamy w końcu „pobożnych” parafian, którzy gdy wychodzi na jaw fakt, że ich wikary jest homoseksualistą najchętniej spaliliby go na stosie. Nienawidzą go i jawnie mu to okazują, nie ważne, że Biblia uczy „wybaczajcie aby wam było wybaczone”, oni wiedzą lepiej… Jedyną osobą, oprócz oczywiście starego proboszcza, która wybacza Gregowi, jest właśnie ta molestowana przez ojca dziewczynka, ta, która ma prawo mieć pretensje do księdza, że nie zrobił nic, choć wiedział…
Nikt z protestujących przeciw projekcji filmu i obrażonych nie dostrzegł w tym filmie nic, ponad to, że reżyserka znieważa (?) księży i Kościół… No właśnie... tylko czy rzeczywiście znieważa, bo ja śmiem mieć poważne wątpliwości w tej materii...


  * „Apocalipsis cum figuris” (1969, 1971, 1973) – spektakl znakomitego polskiego reżysera teatralnego Jerzego Grotowskiego, opowiadający o powrocie Chrystusa, który zostaje przez ludzi brutalnie odrzucony (prorok z tego Grotowskiego, czy co?).

Spektakl spotkał się z ogromnym oburzeniem ze strony przedstawicieli Kościoła – bp Bronisław Dąbrowski domagał się w imieniu całego Episkopatu zdjęcia przedstawienia z afisza, a sam kardynał Wyszyński w kazaniu w kościele na Skałce nazwał je „prawdziwym świństwem” i publicznie potępił. Co znamienne, krytyka ta pojawiła się dopiero w drugiej połowie lat ’70, a co jeszcze bardziej znamienne – ten sam Grotowski w 1998 roku znalazł się w gronie siedmiu laureatów pierwszej polskiej edycji Międzynarodowej Nagrody Błogosławionego Fra Angelico, których działalność wzbogaciła obraz kultury polskiej w świecie.

   * „Pandora” -spektakl Teatru Formy z Wrocławia, w reżyserii Józefa Markockiego,
powstał na kanwie dramatu "Wariat i Zakonnica" Stanisława Ignacego Witkiewicza. Jest współczesną wizją człowieka uwięzionego i uwikłanego w słabości ludzkiej natury. Mityczna puszka Pandory jest zatem nie tylko symbolem niedoli ludzkiej, ale pełni tutaj rolę mikrokosmosu, w którym przyszło nam żyć. Bohaterowie doświadczają siebie również poprzez pryzmat indywidualnego spojrzenia i stają się mocni w swej słabości, która też staje się formą niewoli. 

Spektakl grany był kilka lat temu podczas TURKOSTRADY i pomimo swych niewątpliwych wartości artystycznych i przesłania jakie ze sobą niesie wywołał oburzenie u obecnego na pokazie ks. Szymona J., który zarzucał twórcom, że obrażają i poniżają osoby konsekrowane, a wszystko przez... scenę "erotyczną" wariata i zakonnicy...

W takich sytuacjach mam dylemat, czy śmiać się, czy jednak się rozpłakać...
Żałobę po matce logice noszę już od dawna, ale wciąż mam nadzieję na jej zmartwychwstanie...
Uczono mnie od małego, że nie ocenia się książki po okładce i tyczy się to każdej dziedziny życia, a obracając się od najmłodszych lat w kręgu kultury wiem, że z ocenami dzieł artystycznych trzeba bardzo uważać, przede wszystkim trzeba się zapoznać z ich treścią (obejrzeć, wysłuchać, przeczytać), poznać ich kontekst kulturowy i motywy jakie kierowały twórcami by zrobić coś tak a nie inaczej, w przeciwnym razie można wyrządzić twórcy wielką krzywdę, a przy okazji doprowadzić do absurdów takich jak choćby te opisane powyżej.

Co do samego przedstawienia "Golgota Picnic" jestem bardzo ostrożna w jakichkolwiek ocenach, z prostego powodu – nie widziałam spektaklu, a jedynie trailery, z których ciężko wywnioskować cokolwiek, czytałam opis spektaklu podany przez samego reżysera, ale na podstawie niewielkich fragmentów spektaklu trudno oceniać jak się ma jedno do drugiego i co faktycznie autor miał na myśli.
Natomiast moja reakcja na odwołanie spektaklu była taka a nie inna, bo odebrano mi możliwość i prawo do samodzielnej oceny rzeczywistości, zmuszając do opowiedzenia się po jednej ze stron konfliktu na zasadzie takiej, że nie mogąc dokonać własnej oceny muszę wybrać albo wersję zagorzałych przeciwników- oburzonych i zgorszonych, albo wersję choćby takich ludzi jak o. Tomasz Dostatni [cały tekst dostępny TUTAJ], którzy nie poczuli się zgorszeni tym przedstawieniem, choć dopuszczają możliwość, że inni mogą je odebrać inaczej.
 

Swoją drogą, to dość schizofreniczna sytuacja, bo z jednej strony niektórzy księża, czy biskupi, potępiają spektakl, a drudzy, szczególnie związani ze środowiskiem inteligencji katolickiej nie mają nic przeciwko niemu... Jak to rozumieć?...

Jeżeli zaś idzie o jawną kpinę i szyderstwo z Boga... cóż... trochę mnie zabolało stwierdzenie Piotra, iż "dziwne, że jako chrześcijanka nie widzę problemu"…
Pech chce, że widzę, tyle, że znacznie mniej oburza mnie i boli szyderstwo i kpina ludzi, którzy być może „nie wiedzą co czynią” (choć oczywiście boli), niż to, co wyprawiają (bez wchodzenia w szczegóły) niektórzy z ludzi, którzy jak najbardziej wiedzą, a w każdym razie powinni wiedzieć co czynią, którzy tak jak ja są chrześcijanami, katolikami, a swoim zachowaniem robią więcej szkody niż niejeden nawiedzony wojujący ateista-antyklerykał…


Czy spektakl „Golgota picnic” jest jawną kpiną i szyderstwem z Boga, czy jedynie artystycznym wykorzystaniem motywu golgoty i konotacji z nim związanych – jak wyżej – nie wiem. 
Nie oceniam.
Nie krytykuję. 
Nie potępiam. 
Nie gloryfikuję...
...bo nie widziałam i nie zobaczę, a wygłaszać sądy na podstawie opinii innych ludzi… nie, na to mi religia nie pozwala…

sobota, 21 czerwca 2014

Karla i Niki obserwują świat... cz. 3 - "Ora et labora"

"Żal płynie z winy, a z winy kajanie..." jak pisał Kaczmar, dlatego kajam się Drodzy moi, że znów mnie 5 dni nie było. Moja w tym wina oczywiście, bo choć w środę zaczęłam pracę to jednak pracuję przecież 8 godzin i śmiało po powrocie mogłabym coś napisać, ale najzwyczajniej w świecie, nie chce się śmierdzącemu leniowi...
Dziś mam czas, jestem sama w domu, więc trochę Was pozanudzam ;)

W tytule motto reguły zakonu benedyktynów, bo dziś będzie o fotografii i modlitwie ;) Zresztą zaraz wszystko będzie jasne :)

Jak zapewne większość z Was wie, w czwartek Kościół katolicki obchodził uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa, czyli potocznie Boże Ciało.
  Wiecie również zapewne, że z jej obchodami związana jest tradycja uroczystych procesji ulicami miast, w których Najświętszy Sakrament przenoszony jest do czterech, specjalnie na tę okoliczność budowanych ołtarzy, przy których to ołtarzach czytane są fragmenty Ewangelii, a na koniec, po odśpiewaniu hymnu "Te Deum laudamus" kapłan przewodniczący zgromadzeniu udziela uroczystego błogosławieństwa Najświętszym Sakramentem.
Jest orkiestra, świece, kadzidła, dzieci sypiące kwiaty, nieraz i kwiatowe dywany, są chorągwie i sztandary, a wszystko po to, by uczcić Chrystusa, który "zagrody nasze widzieć przychodzi i jak się Jego dzieciom powodzi", jak śpiewamy w jednej z pieśni.
Nie inaczej było i w miniony czwartek.
Byłam na procesji, nawet na dwóch, a na drugiej z nich robiłam zdjęcia, jak co roku, od chyba 6, czy 7 lat.
Kiedyś robiłam je dla strony parafialnej, teraz robię je głównie dla siebie, (choć jeśli ktoś poprosi, chętnie udostępnię, a czemu nie), by się uczyć i rozwijać.
Z pracą ma to wspólnego bardzo wiele, bo pracuję robiąc zdjęcia, wymaga to nieraz dużego wysiłku fizycznego; ale spytacie może co to ma wspólnego z modlitwą? Otóż ma Drodzy moi całkiem sporo, choć wszystko oczywiście zależy od podejścia i od intencji.
Modlić można się zawsze, wszędzie i niezależnie od okoliczności. Dla mnie modlitwą jest również fotografia. Jeżeli robię zdjęcia podczas liturgii (co mi się w życiu zdarzało) to nie jestem tylko fotografem, jestem przede wszystkim uczestnikiem liturgii, z takim nastawieniem i z taką intencją tam przychodzę - uczestniczyć w liturgii, czyli przeżywać ją w sposób świadomy, a przy okazji wykonywać powierzone mi zadanie, czyli starać się by uwiecznić to, co jest do uwiecznienia tak, by wracając do tych zdjęć po jakimś czasie móc poczuć atmosferę zatrzymanych na fotografii wydarzeń.
Ale modlić można się nie tylko robiąc zdjęcia podczas Mszy Świętej czy innych uroczystości religijnych. Dla mnie niesamowitą formą doświadczenia obecności Boga jest wyjście w plener i fotografia przyrodnicza. Ilekroć wychodzę fotografować przyrodę jestem zauroczona jej pięknem, bez względu na to, jaką mamy w danym momencie porę roku i co się w naturze dzieje; zachwyt ten sprawia, że nawet jeśli nie wszystko z Bogiem mam poukładane, jeśli czasem mam do Niego jakieś pretensje, to patrząc na otaczający świat, na kwiaty, na zboże w polu, na przepiękne chmury nie umiem Mu nie powiedzieć, że jest wspaniały! Możecie mi wierzyć lub nie, ale tak właśnie jest...
Wszystko zależy od intencji :)

Przecież i na uroczystości religijne można przyjść bez intencji przeżycia ich w łączności z Bogiem, ot tak, dla podtrzymania tradycji, nic więcej. Na procesji Bożego Ciała nie raz spotykałam, spotykam i zapewne spotykać będę ludzi, którzy przychodzą tam wyłącznie dlatego, że tradycja i że gałązkę brzozową spod ołtarza trzeba urwać (nierzadko rzucając się do rwania, kiedy na ołtarzu stoi jeszcze Najświętszy Sakrament, albo kapłan jeszcze dobrze nie zdążył zejść ze stopni), a większość czasu podczas procesji upływa im na rozmowach o tym, co było lub będzie na obiad i czy Helenka przyjechała, albo jak się też ta sąsiadka z góry wystroiła, albo szef jaka gnida i znów się czepiał...
No cóż, intencja determinuje wszystko...

Jeśli ktoś z Was, Drodzy, ciekaw jest moich i Nikiego czwartkowych fotograficznych dokonań to zapraszam do galerii z tegorocznych uroczystości Bożego Ciała, a po inne zdjęcia do mojej galerii w serwisie Picasa: https://picasaweb.google.com/prorokini :)