Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Życie na pełnej petardzie". Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Życie na pełnej petardzie". Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 sierpnia 2016

Karla zaprasza na film! Czeska telewizja o Ks. Janie.

      Zobaczyłam ten film dopiero wczoraj, choć w sieci opublikowany został dwa miesiące temu, zrealizowała go czeska telewizja iVysílání. 
 Ks. Jan opowiada w nim o swojej pracy w hospicjum, drodze do bycia księdzem i życiu ze śmiertelną chorobą.
Wzruszajacy film o pięknym Człowieku. Dużo w nim refleksji o rzeczach ważnych, o życiu, wierze, miłości i śmierci, ale nie brak też genialnego, nierzadko autoironicznego poczucia humoru, z którego słynął Ks. Jan :)




Wzruszył mnie... naprawdę doprowadził mnie do łez, szczególnie że nadal nie umiem ogarnąć tego, że Księdza Jana nie ma już wśród nas... Mówienie o Nim w czasie przeszłym naprawdę boli...

Do zobaczenia po tamtej stronie snu, Kochany Dobry Człowieku... 

poniedziałek, 28 marca 2016

Do zobaczenia Dobry Człowieku . . .



Można odejść na zawsze by stale być blisko…

         Dziś, około godziny 13:00 po długiej walce z rakiem otoczony przez najbliższych odszedł Ksiądz Jan Kaczkowski…
         






Księże Janku,siedzę,słucham i czytam o Tobie.Padają piękne słowa.Zasłużyłeś na nie,całą swoją ziemską posługą.Zgasło ś...
Opublikowany przez Jolanta Jankowska na 28 marca 2016





W ogóle nie chciał wyjechać. Każdego z naszych gości na Akademii Sztuk Przepięknych z trudem zdobywamy, bo są to...

Opublikowany przez Jurek Owsiak na 28 marca 2016


Siedzę u Jurka na Żoliborzu i czytam, że Janek już jest u Ojca. Cieszę się, że mamy kolejnego Bożego Szaleńca po drugiej...
Opublikowany przez Grzegorz Kramer na 28 marca 2016



Jest mi smutno, ale mam nieodparte przeczucie, że to Człowiek, o którego beatyfikację musimy się modlić. Więc proszę...
Opublikowany przez Grzegorz Kramer na 28 marca 2016

       Wszyscy, którzy piszą, piszą o Nim tylko dobrze, ale o Ks. Janie inaczej pisać się nie da…
Był… (nie mogę uwierzyć, że mam mówić o Nim w czasie przeszłym) cudownym Człowiekiem, bezkompromisowym, odważnym i prawym. 
Człowiekiem prawdziwie dobrym i mądrym.

Jak dziś pamiętam nasze krótkie spotkanie w Warszawie podczas promocji "Życia na pełnej petardzie". 

Był tam tak cudownie prawdziwy, ciepły i dobry, mimo zmęczenia cierpliwie nas wszystkich znosił.


Wspólne zdjęcie jest ukochaną pamiątką, a podpisane "Szału nie ma jest rak" zajmuje honorowe miejsce na półce…
Każdego dnia dziękuję Opatrzności, że udało mi się osobiście spotkać Ks. Jana.
Mam nadzieję, że kiedyś tam, po drugiej stronie snu znów się spotkamy.


     Kochany Ks. Janie dziękuję, że byłeś i za to jaki byłeś.
Dziękuję za Twoją dobroć i mądrość. 
Dziękuję za nadzieję jaką dawałeś mi każdego dnia.


"– Jesteś w raju 

Jesteś w raju 
Żaden tłum nie dotarł nigdy na twój szczyt 
Jesteś w raju 
Jesteś w raju 
Gdzie spokojny słyszysz krwi i myśli rytm…"
[Jacek Kaczmarski, "Powrót"] 


środa, 17 lutego 2016

Ks. Jan dziękuje za modlitwę :)

Było wiele strachu, może niepotrzebnego, ale o dobrego Człowieka to się zawsze jakoś tak mocniej ludzie martwią :) Ks. Jan w domu, w krótkich, żołnierskich słowach komentuje doniesienia o pobycie w szpitalu, dziękuje za okazane wsparcie i prosi o jeszcze :)



Miło nam poinformować że ks. Jan Kaczkowski wbrew temu co mogliście przeczytać na niektórych portalach nie jest w...
Posted by TVP3 Gdańsk on 17 luty 2016


Wsparcie zawsze się przyda! Pamiętajcie, dobro powraca :)

niedziela, 19 kwietnia 2015

O spotkaniu z Ks. Janem słów kilka...

     Wiecie to z poprzedniej notki - miałam zaszczyt i niebywałą przyjemność uczestniczyć w spotkaniu z Księdzem Janem Kaczkowskim. (Pisałam Wam wcześniej o planowanym spotkaniu w Pile... no cóż, ja raczej się nie wybiorę, niestety, więc dobrze, że udało się wczoraj...).
       Jak już wcześniej napisałam, biorąc pod uwagę sytuację Księdza, Jego chorobę i to, że jest to śmiertelna choroba po prostu musiałam wykorzystać nadarzającą się okazję... Gdybym zaprzepaściła tę szansę a coś by się stało, w sensie... no wiecie... W życiu bym sobie tego nie darowała... Zbyt wielu ważnych dla mnie ludzi nie spotkałam osobiście tylko dlatego, że odłożyłam te spotkania na później, tylko niestety los chciał, że nie było żadnego "później"...

        Na spotkanie przyszło naprawdę dużo ludzi. Część z nich z ciekawości - kto to? Co to? Wiecie jak jest.
Część z egzaltacji - Och, ach, chory a tyle robi, taki niesamowity, silny i w ogóle - takie w tym stylu. Jeszcze inni z głębokiej chęci spotkania z Człowiekiem niezwykłym, ale wcale nie przez to, że ksiądz chory na raka mózgu, który prowadzi hospicjum (bodaj najlepsze, a w każdym razie jedno z najlepszych w Polsce), ale niezwykłym przez to, w jaki sposób potrafi mówić o sobie, o Bogu, miłości, cierpieniu, o sprawach tak bliskich każdemu z nas i dla każdego z nas niebywale istotnych. I choć nie są to przecież zagadnienia lekkie, łatwe i przyjemne, właśnie sposób w jaki Ks. Jan o nich mówi sprawia, że stają się one bardziej przystępne dla zwykłego człowieka, któremu łatwiej sobie poukładać w głowie pewne kwestie kiedy mówi się o nich bezpośrednio, wprost, nazywając rzeczy po imieniu, czasem okraszając to odrobiną humoru (nieraz nieco czarnego), niż gdy robi się z tego wykład teologiczny, etyczny i jaki bądź inny, rzucając na prawo i lewo wyświechtanymi frazesami, od których człowiek dostaje mdłości.

         Było więc o tym jak to możliwe, że on, chory na raka mózgu człowiek żyje "na pełnej petardzie", chwyta życie pełnymi garściami, bez mrugnięcia okiem poświęcając swój czas dla innych.
Mówił nam o wartości czasu. To coś, z czego wiele osób nie zdaje sobie sprawy. Ciągle gdzieś pędzimy, ciągle za czymś gonimy i spieszymy się w sumie nie wiadomo gdzie i do czego, ale w tym pośpiechu trwonimy czas, który powinien być wykorzystany na to, co naprawdę w życiu istotne. Bo nagle przychodzi w naszym życiu doświadczenie graniczne - choroba, wypadek, perspektywa nieodległej śmierci i wtedy zdajemy sobie sprawę, że na wiele rzeczy nie mamy już czasu, bo roztrwoniliśmy go wcześniej na uganianiu się za nie wiadomo czym. Trzeba codziennie żyć tak, jakby jutra miało nie być. I nie chodzi tu wcale o hedonistyczne folgowanie rozmaitym zachciankom, ale o skupienie się na tym, co naprawdę ważne - na budowaniu relacji, na ćwiczeniu bliskości (pamiętacie notkę o bliskości, o tym jak ważną rolę odgrywa bliskość w życiu człowieka, jak bardzo jest potrzebna). Trzeba pamiętać, że ojcem, matką, dzieckiem dla rodziców, bratem, siostrą czy przyjacielem jest się całe życie, nie ważne ile tego życia nam pozostało, dlatego tak istotne jest by żyć tu i teraz, a nie zastanawiać się co będzie za rok, dwa, pięć, dziesięć... Przecież jutra może już nie być...

Było też sporo o Kościele i Eucharystii.
Smutną prawdą jest, że w polskim Kościele są ludzie, którym się wydaje, że są świętsi od samego Pana Boga i wszystko wiedzą lepiej. Grzmią bez zastanowienia jak to zdradzono ideały i podeptano dziedzictwo Jana Pawła II... Remarque powiedziałby: "I tylko w jednym różnicie się od Boga - Bóg wie wszystko, a wy wszystko wiecie lepiej", a przecież tak ważne jest, i to również podkreśla Ks. Jan, znalezienie złotego środka, jakiejś nici porozumienia, budowanie mostów między wierzącymi, a niewierzącymi czy też wierzącymi inaczej. 
Ksiądz dał nam do zrozumienia, że wszyscy jako wspólnota Kościoła jesteśmy odpowiedzialni za to, jak to wszystko wygląda i jak funkcjonuje. Jeżeli widzimy, że coś jest nie tak, że ksiądz zachowuje się w sposób niewłaściwy to trzeba otwarcie to powiedzieć: "proszę księdza, tak nie można" - fakt, raczej nas ów ksiądz za to nie pogłaszcze, wręcz przeciwnie, pewnie spotkamy się z atakiem, ale warto drążyć tę skałę, powoli, cierpliwie, kropla po kropli. Tak samo jeśli idzie o Eucharystię - jeżeli ksiądz robi sobie kpiny z Liturgii, sprawuje ją w sposób niechlujny, totalnie od niechcenia jakby odrabiał pańszczyznę to należy dobitnie mu uświadomić, że taki sposób sprawowania Eucharystii obraża nasze uczucia religijne. Lekko nie będzie, ale warto próbować dla wspólnego dobra wszystkich członków Kościoła.

    Niezwykle istotna była również kwestia odnajdywania Boga w sytuacji granicznej, takiej jak choćby poważna choroba... I znów ważna sprawa na którą Ks. Jan zwracał uwagę - Bóg nas kocha, ale nie traktuje relacji z nami w sposób infantylny i trzeba to sobie uświadomić. Nam się często wydaje, że jeśli spotyka nas na przykład choroba to jest w tym palec Boży, wcale niekoniecznie w tym uwznioślającym wymiarze... Często tworzymy taki infantylny obraz Boga - starca z brodą, siedzącego na chmurze i szafującego ludzkim losem ot tak: Kowalski, masz paskudną gębę to zrobię tak, że zachorujesz na raka a potem jeszcze będziesz miał wypadek samochodowy... 
Przecież to nie tak... Skoro wierzymy, że Bóg jest z nami kiedy nam się powodzi, to dlaczego nie potrafimy uwierzyć, że jest z nami również, a może właśnie przede wszystkim wtedy, gdy wszystko wali nam się na głowę? Taka wiara wcale nie jest prosta, ale przecież nikt nie obiecywał, że będzie lekko...
       Jak widzicie spotkanie było bardzo pouczające :)

      Prawdą jest to, co o Ks. Janie napisała współautorka książki "Szału nie ma, jest rak" Katarzyna Jabłońska: "Jan jest nieprzewidywalny, ma ostry język i cudowne poczucie humoru. Bywa nieznośny, uparty i... czuły. Jest niczym pasjonująca książka, która zaczyna się jak powieść przygodowa, by stać się moralitetem. Spotkanie z nim to wyzwanie i przywilej."

Dokładnie w takich kategoriach, w kategoriach wyzwania, ale przede wszystkim przywileju traktuję to wczorajsze spotkanie. A Wy myślicie, że czemu "padłam na kolana" obok Księdza? ;)
Nie no, to oczywiście trochę żarcik, nie mniej jestem pełna podziwu i naprawdę głębokiego szacunku dla Księdza Jana, dla Jego postawy nastawionej na budowanie mostów, szukanie nici porozumienia, skupianie się na tym, co łączy a nie na tym, co dzieli.
Postępuje w myśl zasady głoszonej przez Jana XXIII: "W sprawach zasadniczych - jedność. W sprawach drugorzędnych - wolność. A ponad wszystkim miłosierdzie" i to czyni Go znakomitym partnerem do dyskusji. Przy tym jest to człowiek bardzo mądry i inteligentny, a dyskusja z takimi ludźmi to zawsze czysta przyjemność :)
Jestem także pełna podziwu dla Jego otwartości i cierpliwości... Bardzo dzielnie znosił nas wszystkich, którzyśmy chcieli dostać autograf, albo koniecznie o czymś porozmawiać. Możecie zapytać co w tym niezwykłego? Ano niby nic, ale jak człowiek jest chory to coś takiego może naprawdę bardzo męczyć...

Było widać, że jest zmęczony. Mało tego - było czuć to zmęczenie. 
To też było niezwykłe... Energia jakby dwóch różnych istot. Z jednej strony jasna, dobra, ciepła, która zachęca do rozmowy, do uśmiechu, żartu, bliskości, a z drugiej rozedrgana, niestabilna, bardzo osłabiona, która stawia pewną barierę i sprawia, że robi się takiego człowieka jakoś tak szkoda. To dlatego nie rozmawialiśmy. 
Ja znam tego typu energię (tak, wielu rzeczy jeszcze o mnie nie wiecie), wyzwala ona we mnie zawsze instynkt opiekuńczy i w momencie gdy mam do czynienia z bliską osobą, z przyjacielem, to kończy się to najczęściej delikatnym, czułym uściskiem, pocałunkiem, łagodnym dotykiem - czymś, co ukoi, pozwoli się odprężyć i zrelaksować. Jeśli jest to obca osoba, albo sytuacja nie pozwala na zbytnią bezpośredniość, wtedy na poziomie energii wysyła się komunikat mówiący: wiem, że jest ci ciężko, że jesteś zmęczony, nie będę ci przeszkadzać, odpocznij... To dlatego nie było rozmowy, a tylko łagodny uśmiech, dotknięcie ramienia i szczere życzenia wszystkiego dobrego :)
Czy żałuję, że nie było rozmowy? Nie, myślę że nie. Spotkania tego typu to nie koniecznie miejsce na poważne dysputy. Myślę, że jeśli taka rozmowa jest nam pisana to będzie ku temu okazja :)
Na razie jestem szczęśliwa, że udało mi się poznać Ks. Jana osobiście, to niebywały zaszczyt i prawdziwa przyjemność :)


    Ależ oczywiście! Nie mogło być inaczej! :)
Autograf na który czekałam od przeszło roku, odkąd przeczytałam tę książkę. Dedykacja od Ks. Jana musiała się w niej znaleźć, nie brałam pod uwagę innej opcji! To dla mnie bardzo ważna książka, która niezwykle mi pomogła i nadal pomaga, zatem skoro Człowiek szczególny i książka szczególna to trzeba było to jakoś połączyć - choćby właśnie tak...

Błogosławieństwo... 
I nie, nie mówcie mi, że to tylko słowa dedykacji... 
Na poziomie energii czułam dłoń spoczywającą na mojej głowie, tę samą dłoń, bezwładnie zwisającą tuż przy mnie, czułam takie delikatne ciepło i cudowny, wszechogarniający spokój :)

Mało tego uświadomiłam sobie również, że mam zaszczyt znać Kapłana, który pod względem stosunku do Eucharystii oraz reprezentowanych postaw jest niebywale podobny do Ks. Jana, w którego obecności również czuję to delikatne ciepło i wszechobecny, cudownie kojący spokój oraz dłoń położoną na głowie w geście błogosławieństwa. 

Jak to dobrze, że jesteście... Obaj... <3