Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spotkanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spotkanie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 29 marca 2016

Ks. Jan Kaczkowski na Akademii Sztuk Przepięknych.

     Jak zapewne wiecie w 2015 roku Ksiądz Jan Kaczkowski był gościem Akademii Sztuk Przepięknych podczas 21. Przystanku Woodstock. Spotkanie prowadził Błażej Strzelczyk z Tygodnika Powszechnego!

Dzięki ekipie KręciołaTV można obejrzeć całość materiału z tego spotkania. Posłuchajcie, bo warto!
Ja właśnie skończyłam i powiem Wam, że momentami uśmiałam się do łez.

Po odejściu Ks. Jana pozostanie pustka, którą trudno będzie wypełnić, ale w moim sercu i w mojej pamięci (W moim pałacu pamięci ma swoją wielką, honorową salę :)) pozostanie właśnie taki - uśmiechnięty, zabawny, szczery, pogodny, ciepły i kochany <3


Oglądajcie!
Słuchajcie!
Enjoy!



<3 <3 <3

niedziela, 19 kwietnia 2015

O spotkaniu z Ks. Janem słów kilka...

     Wiecie to z poprzedniej notki - miałam zaszczyt i niebywałą przyjemność uczestniczyć w spotkaniu z Księdzem Janem Kaczkowskim. (Pisałam Wam wcześniej o planowanym spotkaniu w Pile... no cóż, ja raczej się nie wybiorę, niestety, więc dobrze, że udało się wczoraj...).
       Jak już wcześniej napisałam, biorąc pod uwagę sytuację Księdza, Jego chorobę i to, że jest to śmiertelna choroba po prostu musiałam wykorzystać nadarzającą się okazję... Gdybym zaprzepaściła tę szansę a coś by się stało, w sensie... no wiecie... W życiu bym sobie tego nie darowała... Zbyt wielu ważnych dla mnie ludzi nie spotkałam osobiście tylko dlatego, że odłożyłam te spotkania na później, tylko niestety los chciał, że nie było żadnego "później"...

        Na spotkanie przyszło naprawdę dużo ludzi. Część z nich z ciekawości - kto to? Co to? Wiecie jak jest.
Część z egzaltacji - Och, ach, chory a tyle robi, taki niesamowity, silny i w ogóle - takie w tym stylu. Jeszcze inni z głębokiej chęci spotkania z Człowiekiem niezwykłym, ale wcale nie przez to, że ksiądz chory na raka mózgu, który prowadzi hospicjum (bodaj najlepsze, a w każdym razie jedno z najlepszych w Polsce), ale niezwykłym przez to, w jaki sposób potrafi mówić o sobie, o Bogu, miłości, cierpieniu, o sprawach tak bliskich każdemu z nas i dla każdego z nas niebywale istotnych. I choć nie są to przecież zagadnienia lekkie, łatwe i przyjemne, właśnie sposób w jaki Ks. Jan o nich mówi sprawia, że stają się one bardziej przystępne dla zwykłego człowieka, któremu łatwiej sobie poukładać w głowie pewne kwestie kiedy mówi się o nich bezpośrednio, wprost, nazywając rzeczy po imieniu, czasem okraszając to odrobiną humoru (nieraz nieco czarnego), niż gdy robi się z tego wykład teologiczny, etyczny i jaki bądź inny, rzucając na prawo i lewo wyświechtanymi frazesami, od których człowiek dostaje mdłości.

         Było więc o tym jak to możliwe, że on, chory na raka mózgu człowiek żyje "na pełnej petardzie", chwyta życie pełnymi garściami, bez mrugnięcia okiem poświęcając swój czas dla innych.
Mówił nam o wartości czasu. To coś, z czego wiele osób nie zdaje sobie sprawy. Ciągle gdzieś pędzimy, ciągle za czymś gonimy i spieszymy się w sumie nie wiadomo gdzie i do czego, ale w tym pośpiechu trwonimy czas, który powinien być wykorzystany na to, co naprawdę w życiu istotne. Bo nagle przychodzi w naszym życiu doświadczenie graniczne - choroba, wypadek, perspektywa nieodległej śmierci i wtedy zdajemy sobie sprawę, że na wiele rzeczy nie mamy już czasu, bo roztrwoniliśmy go wcześniej na uganianiu się za nie wiadomo czym. Trzeba codziennie żyć tak, jakby jutra miało nie być. I nie chodzi tu wcale o hedonistyczne folgowanie rozmaitym zachciankom, ale o skupienie się na tym, co naprawdę ważne - na budowaniu relacji, na ćwiczeniu bliskości (pamiętacie notkę o bliskości, o tym jak ważną rolę odgrywa bliskość w życiu człowieka, jak bardzo jest potrzebna). Trzeba pamiętać, że ojcem, matką, dzieckiem dla rodziców, bratem, siostrą czy przyjacielem jest się całe życie, nie ważne ile tego życia nam pozostało, dlatego tak istotne jest by żyć tu i teraz, a nie zastanawiać się co będzie za rok, dwa, pięć, dziesięć... Przecież jutra może już nie być...

Było też sporo o Kościele i Eucharystii.
Smutną prawdą jest, że w polskim Kościele są ludzie, którym się wydaje, że są świętsi od samego Pana Boga i wszystko wiedzą lepiej. Grzmią bez zastanowienia jak to zdradzono ideały i podeptano dziedzictwo Jana Pawła II... Remarque powiedziałby: "I tylko w jednym różnicie się od Boga - Bóg wie wszystko, a wy wszystko wiecie lepiej", a przecież tak ważne jest, i to również podkreśla Ks. Jan, znalezienie złotego środka, jakiejś nici porozumienia, budowanie mostów między wierzącymi, a niewierzącymi czy też wierzącymi inaczej. 
Ksiądz dał nam do zrozumienia, że wszyscy jako wspólnota Kościoła jesteśmy odpowiedzialni za to, jak to wszystko wygląda i jak funkcjonuje. Jeżeli widzimy, że coś jest nie tak, że ksiądz zachowuje się w sposób niewłaściwy to trzeba otwarcie to powiedzieć: "proszę księdza, tak nie można" - fakt, raczej nas ów ksiądz za to nie pogłaszcze, wręcz przeciwnie, pewnie spotkamy się z atakiem, ale warto drążyć tę skałę, powoli, cierpliwie, kropla po kropli. Tak samo jeśli idzie o Eucharystię - jeżeli ksiądz robi sobie kpiny z Liturgii, sprawuje ją w sposób niechlujny, totalnie od niechcenia jakby odrabiał pańszczyznę to należy dobitnie mu uświadomić, że taki sposób sprawowania Eucharystii obraża nasze uczucia religijne. Lekko nie będzie, ale warto próbować dla wspólnego dobra wszystkich członków Kościoła.

    Niezwykle istotna była również kwestia odnajdywania Boga w sytuacji granicznej, takiej jak choćby poważna choroba... I znów ważna sprawa na którą Ks. Jan zwracał uwagę - Bóg nas kocha, ale nie traktuje relacji z nami w sposób infantylny i trzeba to sobie uświadomić. Nam się często wydaje, że jeśli spotyka nas na przykład choroba to jest w tym palec Boży, wcale niekoniecznie w tym uwznioślającym wymiarze... Często tworzymy taki infantylny obraz Boga - starca z brodą, siedzącego na chmurze i szafującego ludzkim losem ot tak: Kowalski, masz paskudną gębę to zrobię tak, że zachorujesz na raka a potem jeszcze będziesz miał wypadek samochodowy... 
Przecież to nie tak... Skoro wierzymy, że Bóg jest z nami kiedy nam się powodzi, to dlaczego nie potrafimy uwierzyć, że jest z nami również, a może właśnie przede wszystkim wtedy, gdy wszystko wali nam się na głowę? Taka wiara wcale nie jest prosta, ale przecież nikt nie obiecywał, że będzie lekko...
       Jak widzicie spotkanie było bardzo pouczające :)

      Prawdą jest to, co o Ks. Janie napisała współautorka książki "Szału nie ma, jest rak" Katarzyna Jabłońska: "Jan jest nieprzewidywalny, ma ostry język i cudowne poczucie humoru. Bywa nieznośny, uparty i... czuły. Jest niczym pasjonująca książka, która zaczyna się jak powieść przygodowa, by stać się moralitetem. Spotkanie z nim to wyzwanie i przywilej."

Dokładnie w takich kategoriach, w kategoriach wyzwania, ale przede wszystkim przywileju traktuję to wczorajsze spotkanie. A Wy myślicie, że czemu "padłam na kolana" obok Księdza? ;)
Nie no, to oczywiście trochę żarcik, nie mniej jestem pełna podziwu i naprawdę głębokiego szacunku dla Księdza Jana, dla Jego postawy nastawionej na budowanie mostów, szukanie nici porozumienia, skupianie się na tym, co łączy a nie na tym, co dzieli.
Postępuje w myśl zasady głoszonej przez Jana XXIII: "W sprawach zasadniczych - jedność. W sprawach drugorzędnych - wolność. A ponad wszystkim miłosierdzie" i to czyni Go znakomitym partnerem do dyskusji. Przy tym jest to człowiek bardzo mądry i inteligentny, a dyskusja z takimi ludźmi to zawsze czysta przyjemność :)
Jestem także pełna podziwu dla Jego otwartości i cierpliwości... Bardzo dzielnie znosił nas wszystkich, którzyśmy chcieli dostać autograf, albo koniecznie o czymś porozmawiać. Możecie zapytać co w tym niezwykłego? Ano niby nic, ale jak człowiek jest chory to coś takiego może naprawdę bardzo męczyć...

Było widać, że jest zmęczony. Mało tego - było czuć to zmęczenie. 
To też było niezwykłe... Energia jakby dwóch różnych istot. Z jednej strony jasna, dobra, ciepła, która zachęca do rozmowy, do uśmiechu, żartu, bliskości, a z drugiej rozedrgana, niestabilna, bardzo osłabiona, która stawia pewną barierę i sprawia, że robi się takiego człowieka jakoś tak szkoda. To dlatego nie rozmawialiśmy. 
Ja znam tego typu energię (tak, wielu rzeczy jeszcze o mnie nie wiecie), wyzwala ona we mnie zawsze instynkt opiekuńczy i w momencie gdy mam do czynienia z bliską osobą, z przyjacielem, to kończy się to najczęściej delikatnym, czułym uściskiem, pocałunkiem, łagodnym dotykiem - czymś, co ukoi, pozwoli się odprężyć i zrelaksować. Jeśli jest to obca osoba, albo sytuacja nie pozwala na zbytnią bezpośredniość, wtedy na poziomie energii wysyła się komunikat mówiący: wiem, że jest ci ciężko, że jesteś zmęczony, nie będę ci przeszkadzać, odpocznij... To dlatego nie było rozmowy, a tylko łagodny uśmiech, dotknięcie ramienia i szczere życzenia wszystkiego dobrego :)
Czy żałuję, że nie było rozmowy? Nie, myślę że nie. Spotkania tego typu to nie koniecznie miejsce na poważne dysputy. Myślę, że jeśli taka rozmowa jest nam pisana to będzie ku temu okazja :)
Na razie jestem szczęśliwa, że udało mi się poznać Ks. Jana osobiście, to niebywały zaszczyt i prawdziwa przyjemność :)


    Ależ oczywiście! Nie mogło być inaczej! :)
Autograf na który czekałam od przeszło roku, odkąd przeczytałam tę książkę. Dedykacja od Ks. Jana musiała się w niej znaleźć, nie brałam pod uwagę innej opcji! To dla mnie bardzo ważna książka, która niezwykle mi pomogła i nadal pomaga, zatem skoro Człowiek szczególny i książka szczególna to trzeba było to jakoś połączyć - choćby właśnie tak...

Błogosławieństwo... 
I nie, nie mówcie mi, że to tylko słowa dedykacji... 
Na poziomie energii czułam dłoń spoczywającą na mojej głowie, tę samą dłoń, bezwładnie zwisającą tuż przy mnie, czułam takie delikatne ciepło i cudowny, wszechogarniający spokój :)

Mało tego uświadomiłam sobie również, że mam zaszczyt znać Kapłana, który pod względem stosunku do Eucharystii oraz reprezentowanych postaw jest niebywale podobny do Ks. Jana, w którego obecności również czuję to delikatne ciepło i wszechobecny, cudownie kojący spokój oraz dłoń położoną na głowie w geście błogosławieństwa. 

Jak to dobrze, że jesteście... Obaj... <3


wtorek, 13 stycznia 2015

Spotkanie i po spotkaniu...

     Pisałam Wam ostatnio o noworocznym spotkaniu z Ks. Wojtkiem Lemańskim w Jasienicy.
Już uprzedzam pytanie - nie, nie byłam na spotkaniu, niestety, bardzo tego żałuję; niemniej spotkanie się odbyło i upłynęło w bardzo ciepłej i serdecznej atmosferze.
    Patrzyłam na krótki film z tego spotkania udostępniony przez Pana Janusza Kołdykę, patrzyłam na zdjęcia i zastanawiałam się, gdzie jest ten "pseudo-ksiądz wichrzyciel", gdzie jest ta "nawiedzona jasienicka sekta". Nie widziałam tam nikogo takiego. Widziałam tam za to Kapłana, który traktuje tych ludzi (i nie tylko tych) jak swoją rodzinę. Widziałam Jasieniczan, którzy Ks. Wojtka nadal traktują jak swojego księdza, kochają Go, wspierają Go jak mogą najlepiej, a najzwyczajniej w świecie... tęsknią z Nim...

Mam nadzieję, że spełnią się życzenia Ks. Lemańskiego, o spotkaniu w tak samo miłej, a nawet jeszcze milszej atmosferze.



Jeżeli ktoś z Was, Kochani ma ochotę zobaczyć zdjęcia z tego spotkania to zapraszam do obejrzenia albumów JASIENICKIE PORTRETY i JASIENICA 3 stycznia 2015r. udostępnionych na stronie O prawo do głosu ks. Lemańskiego

wtorek, 30 grudnia 2014

Zaproszenie na świąteczno-noworoczne spotkanie z Ks. Wojciechem Lemańskim.

Co tu dużo pisać... Wszystko jak w tytule :)


    Jak wiecie, miałam okazję spotkać się z Ks. Wojciechem w lutym tego roku, w Łodzi, podczas promocji książki "Z krwi, kości i wiary". Wspominam ten wieczór jako spotkanie z mądrym, dobrym, skromnym Człowiekiem. Rozmowa z Księdzem choć krótka, również zapadła mi głęboko w pamięć, bo pełna była serdeczności, uśmiechu i prostoty.
    Do Jasienicy obawiam się, nie uda mi się dotrzeć, ale może ktoś z Was, Drodzy, ma ochotę się wybrać - myślę, że nie pożałujecie!
Ja ufam, że jeszcze kiedyś będę miała okazję do rozmowy z Ks. Wojciechem, może podczas comiesięcznych spotkań w Treblince, może przy okazji jakichś innych uroczystości, kto wie.
Warto mieć nadzieję :)

sobota, 2 sierpnia 2014

"Himalaje od kuchni", czyli o niezwykłym spotkaniu w Bawełnie...

  
Nie bardzo wiem jak zacząć, ale mówią, że najlepiej zaczynać od początku, zatem niech będzie.
W środę, 30. lipca wybrałam się do Łodzi na niezwykłe spotkanie z niezwykłym Człowiekiem.
Niektórzy zapewne po tytule domyślają się cóż to było za spotkanie, a tym, którzy się nie domyślają już spieszę tłumaczyć.
   Otóż Drodzy moi, stało się tak, że łódzka restauracja Bawełna zorganizowała spotkanie z Panem Piotrem Pustelnikiem :)
Jak się zapewne domyślacie, nie mogło mnie na nim zabraknąć - wszak byłby to grzech zaniechania nie skorzystać z okazji do spotkanie z Mistrzem, a dokładając do tego jeszcze wszystko, co się podczas tego spotkania wydarzyło, byłby to grzech niewybaczalny :)

Spotkanie miało rozpocząć się o godzinie 20:00 (rozpoczęło się z drobnym poślizgiem, ale to w sumie standard przy tego typu imprezach), na miejscu byłam jakieś pół godziny wcześniej. Oczywiście nie rezerwowałam sobie miejsca na sali, bo 1) liczyłam na fart, 2) nie miałam pewności, że uda mi się dotrzeć na spotkanie, zatem gdy znalazłam się na miejscu zastałam niemal pełną salę i wszystkie stoliki albo zajęte, albo zarezerwowane ;) No ale co tam, stwierdziłam że najwyżej ",mój jest ten kawałek podłogi" - w końcu nie takie rzeczy się już robiło. Ale spojrzałam po sali i podeszłam do stolika przy którym siedziała samotna pani. Przywitałam się, zapytałam czy mogę się do niej przysiąść, zgodziła się i... stało się coś, czego nawet ja, będąc osobą jednak otwartą i komunikatywną, nie bardzo się spodziewałam. Zaczęłyśmy rozmawiać i po jakichś 5 minutach zaczęłyśmy mówić sobie po imieniu :)
Ona ma na imię Małgorzata i z wykształcenia jest anglistą. Okazało się, że nie tylko filologiczne wykształcenie jest naszą nicią porozumienia. Ona też lubi fotografię, sztukę, naturę i życie pełnią życia, a nie tylko z dnia na dzień. W przeciwieństwie do mnie to było Jej pierwsze spotkanie z Panem Piotrem, ale podobnie jak ja zafascynowała Ją sylwetka tego Człowieka, stąd Jej obecność na spotkaniu i chęć zobaczenia i posłuchania na żywo osoby, którą do tej pory znała tylko ze zdjęć i publikacji...
   Samo spotkanie to nie była taka zwyczajna opowieść o górach, streszczenie 20 lat życia i mordęgi na himalajskiej "drodze krzyżowej", ale o tym, jak wygląda życie na wyprawie, co się dzieje z człowiekiem gdy pojawia się w Katmandu, o kulturze Nepalu, o zwyczajach i o jedzeniu :)
Co ciekawego od strony kulinarnej czeka przybyszów w Nepalu to ja Wam, Drodzy nie napiszę. Nie dlatego, że nie słuchałam, ale dlatego, że to całe mnóstwo rzeczy często niezwykłych - moglibyście mi nie uwierzyć, i co wtedy? ;)
  Jeśli już o jedzeniu mowa, każdy z gości miał okazję słuchając Pana Piotra skosztować również przygotowanej wg tradycyjnego przepisu (którego niestety jeszcze nie poznałam) tybetańskiej herbaty :)
Herbata, mleko, przyprawy, w każdym razie smakowało wybornie :)
Można też było spróbować tybetańskich pierożków. Kochani, mówię Wam, cudo! Były naprawdę przepyszne!
Tak więc popijaliśmy tybetańską herbatkę, zajadaliśmy pierożki, słuchaliśmy, oglądaliśmy zdjęcia, a później także filmy. Była "Krótka relacja z wyprawy" - zrealizowany przez Darka Załuskiego film z wyprawy na Annapurnę od południa; znany Wam już z jednej z wcześniejszych notek film "Annapurna na lekko" oraz film z wyprawy na K2.
Każdy z nich opatrzony rzecz jasna komentarzem Pana Piotra - pełnym charakterystycznego dla Niego humoru, dystansu, ale i refleksji.
Jak sam powiedział filmy te pokazują jak się przegrywa, jak trzeba zmagać się z przeciwnościami "bo przegrywać trzeba umieć. Wygrywać każdy głupi potrafi..." - najprawdziwsza prawda! Zresztą Pan Piotr jest człowiekiem, którego góry najwyższe nie raz uczyły przegrywać, nie raz wystawiały na ciężką próbę Jego siły, zdrowie, odwagę, nie raz sprawdzały Jego człowieczeństwo i wytrwałość. A On z każdej z tych prób wychodził zwycięsko, nawet jeśli góra okazywała się silniejsza (a bo to żeby raz...).


Bardzo się cieszę, że dane mi było wziąć udział w tym spotkaniu, że znów mogłam zobaczyć i posłuchać Pana Piotra na żywo, w dość mimo wszystko kameralnym gronie (porównując to z ASP na Przystanku Woodstock, czy festiwalami górskimi to była nas garstka), kolejny raz zobaczyć wspaniałe, nie raz zapierające dech w piersiach zdjęcia z Himalajów, obejrzeć film z K2, którego dotąd nie widziałam, no i chwilę z Panem Piotrem porozmawiać (z tego ostatniego cieszę się najbardziej).
Mądrego człowieka zawsze przyjemnie posłuchać, a gdy to na dodatek jest człowiek, który jak Piotr Pustelnik ma na swoim koncie takie osiągnięcia i tak niesamowite doświadczenia, a przy tym jest dobrym, skromnym, otwartym, serdecznym i sympatycznym człowiekiem, z dystansem do siebie i tego, czego doświadczył - wówczas przyjemność jest jeszcze większa!
Mam nadzieję, że nie było to ostatnie tego typu spotkanie, i że jeszcze kiedyś dane mi będzie przeżyć takie wspaniałe chwile, w tak doborowym towarzystwie jak teraz :)

Jeśli już o przyjemnościach mowa, to trochę się Wam nachwalę, a co! Kto biednemu zabroni bogato żyć? ;)
Wspominałam o tybetańskich pierożkach, oto i one! Malutkie, mięciutkie, ciasto rozpływało się w ustach, a farsz był cudownie aromatyczny :)
I była to jedyna okazja by ich spróbować, na co dzień bowiem próżno ich szukać w karcie Bawełny, choć uważam, że wprowadzenie ich na stałe do menu byłoby znakomitym pomysłem - ja na pewno przy okazji wizyty w Bawełnie zamawiałabym je w każdej ilości! No wie, mówię jak straszny łakomczuch, ale trochę jestem łakomczuchem, lubię dobre jedzenie, a pierożki były wyśmienite!
A to nie koniec przyjemności ;)
Były jeszcze wspaniałe koktajle: truskawkowy i szpinakowy (tak, koktajl ze szpinaku, a czemu nie, skoro Chef Amaro robi serniczek z borowików i lody ze świerku, to czemu ktoś miałby nie zrobić koktajlu na bazie szpinaku? ;D)
W ogóle te koktajle to była podwójna przyjemność, bo nie dość że były wprost cudowne, aromatyczne i fantastycznie zimne (co przy poprawce na upał jaki panował w środę jest niebywałą zaletą) to były jeszcze darmowe!
Ale nie dla wszystkich, o nie, tylko dla mnie i Małgosi!
Ma się to szczęście w życiu!
Serio mówię, dostałyśmy koktajl całkiem za friko, ponieważ bardzo długo musiałyśmy na niego czekać. Złożyłyśmy zamówienie tuż przed projekcją filmów, a okazało się, że podczas projekcji nie można używać blendera bo zbyt głośno pracuje. Kelner poinformował nas o tym i zaproponował dwa rozwiązania - albo zamówimy sobie jakiś inny napój, niewymagający użycia blendera, albo poczekamy na zakończenie projekcji. Wybrałyśmy tę drugą opcję i jak widzicie - opłacało się! ;)

A oto i zwieńczenie przyjemności środowego wieczoru:
dedykacja od Pana Piotra :)

 I wspólne zdjęcia z Mistrzem autorstwa Małgosi, której serdecznie dziękuję, bo są naprawdę świetne!

To był naprawdę niesamowity wieczór!!! Mam nadzieję jeszcze choć jeden taki przeżyć, może wtedy uda się obejrzeć "Snow Story" - film Darka Załuskiego o wyprawie Piotra Pustelnika na Manaslu.
Gdy powiedziałam Panu Piotrowi, że to chyba jedyny film z Jego wypraw którego nie widziałam, odpowiedział z uśmiechem: "mam go na płycie", na co ja z jeszcze większym uśmiechem odparłam: "no to może przy następnym spotkaniu się uda" :)
Kto wie!
Zatem do następnego takiego spotkania! :)

*część zdjęć zaczerpnięta z: Himalaje od kuchni